Książki też się starzeją
Autor:
Marcin 'malakh' ZwierzchowskiRedakcja: Michał 'Thoctar' Małysa

Ze wznowieniami dzieł uznawanych za klasyczne zawsze jest problem. Traktować taką książkę jako kolejną zwykłą powieść? Oceniać? Recenzować, wreszcie? Jeżeli już, to czepiać się, gdy coś się nie podoba, pisać, że słaby warsztat, płytcy bohaterowie, a w ogóle to fabuła jakaś taka nieciekawa… ale dodając, że mimo wszystko, mimo że gniot, że ciągnie się niemiłosiernie, a co pięć stron zapadało się w krótką drzemkę, jest to lektura obowiązkowa, bo uhonorowana, przełomowa, bo zdobyła taką, a taką nagrodę? Jak w liceum, na lekcji języka polskiego:
"Tak, pani profesor, Nad Niemnem baaardzo mi się podobało", mimo iż na samo wspomnienie tej książki zbiera się człowiekowi na ziewanie…
A może, jak to ma miejsce w przypadku kolejnych wydań
Władcy pierścieni, milczeć taktownie, kupować edycje kolekcjonerskie, czytać, zachwycać się po raz n-ty Śródziemiem, ale, broń Boże, nie recenzować?
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Możliwości jest kilka. Ostatnio sam zmuszony byłem do wysilenia swoich szarych komórek (wszystkich trzech) i znalezienia wyjścia z koziego rogu, do którego sam się zapędziłem, podejmując się zrecenzowania najnowszego wydania powieści braci Strugackich
Poniedziałek zaczyna się w sobotę. Jako, że zazwyczaj obracam się w kręgach anglosaskiej SF, pomyślałem, że będzie to świetna okazja nadrobienia "wschodnich" zaległości. Książeczka cieniutka, zachwalana, a i nie będzie już wstyd, że żadnych Strugackich się wcześniej nie czytało. Nie przewidziałem jednak tego, że jest to powieść tak mocno zakorzeniona w kontekście społeczno-kulturowym z tamtych lat.
Napisana w latach sześćdziesiątych opowieść o młodym informatyku, Saszy Priwałowie, który przypadkiem trafia do Instytutu Badań Czarów i Magii, to satyra na radzieckich naukowców i realia ich pracy. I tutaj zaczynają się schody. W latach sześćdziesiątych moi rodzice dopiero raczkowali, a w 1989 miałem trzy latka. Nie znam więc, nie mogę pamiętać tamtych realiów, ich specyfiki. Od razu przypomina mi się Jakub Ćwiek i jego opowiadanie
Smutni, traktujące o amerykańskich hipisach. Maciek Parowski swego czasu zarzucał autorowi, że niepotrzebnie bierze się za rozliczanie pokolenia Dzieci Kwiatów, że to nie jego czasy, nie jego kultura. Masz pod nosem, mówił Parowski, w historii swojego kraju chociażby wydarzenia z kopalni Wujek. Pisz o nich, o tym, co znasz. Ćwiek odpowiedział na to, że dla niego równie odległa, co hipisi, jest kopalnia Wujek. Bo jest za młody. Owszem, każdy z nas słyszał o tym nie raz, może nawet zna ludzi, którzy to pamiętają, ale są to, jak to ujął Ćwiek:
"Historia i emocje z drugiej ręki…".
Trudno więc mi, dwudziestoparolatkowi, widzieć w
Poniedziałek zaczyna się w sobotę coś poza raczej przeciętną, lekko zwariowaną powieścią. Postać Wybiegałły wzorowana była na Trofimie Łysence? A kto to taki? Satyra na radzieckie instytuty naukowe? A czym różniły się one od współczesnych? Oczywiście, można się domyślać, ale nie zmienia to faktu, że ze względu na silne konotacje fabularno-społeczno-polityczne, powieść ta jest dziełem hermetycznym, młodoczytelnikoodpornym.
O książce
Wybrańcy bogów Rafała A. Ziemkiewicza ktoś kiedyś napisał, że gdyby ukazała się wcześniej, w latach osiemdziesiątych, odniosła by wielki sukces i weszła by do kanonu literatury, że była ona po prostu spóźniona. Podobnie, zupełnie inaczej współczesny czytelnik odbierze inną książkę Strugackich –
Przenicowany świat, kiedyś w umiejętny sposób, obchodząc mechanizmy cenzury, obnażającą ówczesną rzeczywistość, dzisiaj nie robiącą już takiego samego wrażenia. Niektóre pozycje się starzeją, a ząb czasu nie jest dla nich łaskawy. Dzisiaj można wyśmiewać się z Łukjanienki, który w
Labiryncie odbić pisał o wielkich plikach, które miały aż… 2,5 MB, tymczasem za kilkadziesiąt (kilkanaście?) lat podobna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku
Accelerando Charlesa Strossa.
Ale tak to już jest z książkami, które nie są "ponadczasowe", które bardzo silnie zakorzeniają się w danej rzeczywistości, przypisane są konkretnym wydarzeniom. Po latach, gdy pryska czar związany z tymi konotacjami, pozostaje tylko naga kość opowieści. A te częstokroć same w sobie nie są już specjalnie interesujące.
Waszym zdaniem...