Autor:
Magdalena 'Iman' LitwinRedakcja: Marek 'Mandos' Maksimczyk
Wyspa wypacykowanej kapłanki miłości przykuwa uwagę przede wszystkim jaskrawą okładką. Patrząc na nią, spodziewałam się zabawnej, chociaż głupawej opowiastki o niczym. Oceniam tę książkę poprzez kontrast do
Najgłupszego anioła, który w moim odczuciu był momentami zabawny, ale ogólnie - po prostu bezsensowny. Nie było w nim żadnej głębi, a logika była doprawdy rzadkim gościem. Czegoś podobnego spodziewałam się po
Wyspie…, a jednak Moore pozytywnie mnie zaskoczył.
Recenzowana przeze mnie książka opowiada historię Tuckera Case'a, którego mogliśmy poznać w
Najgłupszym aniele (chociaż w Stanach Zjednoczonych książki te były wydane w odwrotnej niż u nas kolejności). Tuck, alkoholik i poniekąd szaleniec, bez zgody swojej szefowej pożycza i rozbija jej samolot. Na domiar złego robi to w stanie wskazującym spożycie. Zostaje za to wyrzucony z pracy i popada w konflikt z prawem. Znajduje się w sytuacji bez wyjścia i nie ma żadnych perspektyw na przyszłość. Z kłopotów wyciąga go tajemniczy doktor Curtis, który przebywa wraz z żoną na odległej wyspie Alualu, gdzieś w Mikronezji. Case przyjmuje jego ofertę pracy i udaje się w daleką podróż, aby zostać pilotem doktora. Jednak okazuje się, że los dalej nie zamierza mu sprzyjać.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Największym plusem tej powieści jest fakt, że w żadnym momencie nie wiadomo, czego się spodziewać. Akcja podąża naprzód spokojnym tempem, ale w ogóle nie nudzi, ponieważ – oprócz tego, że jest zabawna – obfituje w niespodzianki. Bardzo spodobał mi się opis żyjącego na Alualu plemienia Rekinów, którego bogiem jest pilot Vincent. Jest to tak zwany kult cargo, któremu tubylcy maniakalnie podlegają, odkąd pierwszy raz zobaczyli samolot. Ich sposób postrzegania świata prowadził do wielu komicznych sytuacji. Poza tym autor przedstawił plemię, opisując tylko najbardziej charakterystyczne postacie, takie jak wódz Malink czy dziewczyna z domu kawalerów. Nie zamęczył nas poznawaniem zbyt wielu epizodycznych bohaterów, za to wydarzenia, w których główną rolę odgrywają członkowie plemienia, dostarczały mnóstwa rozrywki.
Wyspa… jest stylizowana na kryminał. Tucker stopniowo odkrywa coraz więcej tajemnic Alualu i nieudolnie próbuje stać się detektywem, który chce odkryć wszystkie sekrety doktora i jego żony. Prowadzi to nieraz do groteskowych sytuacji, bo ten niezdarny pilot (określany przez wielu jako frajer) nie zawsze jest w stanie zapanować nad wszystkimi problemami. Na szczęście czasami z pomocą przychodzą mu niespodziewani sprzymierzeńcy, jak na przykład nietoperz Roberto czy Sarapul, wyrzucony z plemienia Rekinów z powodu skłonności do kanibalizmu.
Jedyne, co można zarzucić tej książce, to nienajlepsza redakcja. Zdanie
"Sarapul uniósł wzrok i zgromił ich wzrokiem" jest tego dobrym przykładem. Moore'owi z pewnością nie zaszkodziłoby też, gdyby popracował nieco nad stylem. Nie zawsze wiadomo, co ma na myśli, ale zasadniczo czyta się go z przyjemnością.
Za co przede wszystkim pochwaliłabym Christophera Moore'a? Za dokładne przemyślenie fabuły, zamknięcie jej w logiczną całość oraz za dostarczenie naprawdę dobrej rozrywki. Czytałam
Wyspę… zmagając się z grypą i muszę przyznać, iż jest tak wciągająca, że pozwoliła mi zapomnieć o chorobie. Jak już wspomniałam, podobała mi się także dzięki temu, że jest o wiele lepsza od czytanego przeze mnie wcześniej
Najgłupszego anioła. Z satysfakcją zaobserwowałam, że w przeciwieństwie do tamtej książki,
Wyspa… nie jest powieścią humorystyczną, w której ignoruje się logikę na rzecz nie powiązanych sensownie ze sobą zabawnych scen. To rozrywka godna polecenia, nie tylko dla miłośników fantastyki humorystycznej.
Tytuł: Wyspa Wypacykowanej Kapłanki Miłości (Island of the Sequined Love Nun)
Autor: Christopher MooreTłumaczenie: Jacek Drewnowski
Autor okładki: Irek Konior
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 14 listopada 2008
Liczba stron: 400
ISBN-13: 978-83-7480-111-9
Oprawa: twarda
Cena: 35,00 zł

Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...