Indiana Jones - w poszukiwaniu zaginionej kamery
Autor:
Tomasz '!Blob!' Dzierżek

Czego można oczekiwać od książki z Jezusem w tytule? Obrazoburstwa, może próby zachęcenia szokującym tytułem, zamiast treścią i porządnym warsztatem. Każdy może przecież nadać swojemu dziełu kontrowersyjną nazwę. W tym jednak wypadku tytuł jest po prostu tytułem. I to bardzo dobrze dobranym, bowiem z pewnością niejedna osoba sięgnie po książkę po to, żeby tylko zobaczyć, o czym ona jest. A gdy weźmie do ręki, raczej jej nie odłoży. Jest to pozycja z gatunku tych, które nie pozwalają przestać czytać już od pierwszej strony.
Zawiązanie fabuły jest bardzo szybkie, a początek - ekscytujący. Chociaż w kilku pierwszych rozdziałach zostaje nam przedstawionych wielu bohaterów, to główny wątek kręci się wokół jednej rzeczy, nie ma więc obawy o pogubienie się w treści. Tym bardziej, że jest to powieść przygodowa, co - sądząc po tytule - może wydawać się nieco dziwne. Oto na wykopaliskach archeologicznych pod Jerozolimą natrafiono na niezwykłe znalezisko: liczącą sobie dwa tysiące lat instrukcję do… kamery marki Sony. Co ciekawsze, owa kamera jest dopiero w fazie projektowania. Interesujące? A jakże.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Na miejscu znaleziska zjawia się magnat medialny John Kaun, panicznie próbujący znaleźć materiał, który wypromowałby jego upadającą stację telewizyjną. Nie żałuje pieniędzy na specjalistów, naukowców, archeologów a nawet na... pisarza science-fiction. Wszyscy oni mają tylko jedno zadanie - znaleźć dla niego kamerę, w której prawdopodobnie znajduje się tytułowe wideo z Jezusem. Oczywiście, jak to w takich wypadkach bywa, Kaun ma konkurenta - jest nim młody (i bogaty) poszukiwacz przygód Stephen Foxx, który to odkrył wspomnianą już instrukcję, ale czuje się odsunięty od prac mających na celu zlokalizowanie kamery. Wraz z przyjaciółką z wykopalisk - Judith Menez, próbuje znaleźć artefakt na własną rękę. Tej dwójce pomagają liczni jerozolimscy znajomi. Foxx, chociaż dysponuje pieniędzmi, szalonym rozumem i niejednym asem w rękawie, jest niczym w porównaniu z potężnym Kaunem. Od pierwszych kart powieści szykuje się walka Dawida z Goliatem.
Dalej jest tylko lepiej - pomieszanie pustynnych piasków, pościgów po ulicach Jerozolimy, ocierania się o śmierć, co z badaniami archeologicznymi czy mozolnym odczytywaniem dokumentów daje przepiękną mieszankę, która przywodzi na myśl stare, dobre czasy
Indiany Jonesa. Dodajmy do tego wartką akcję i nieoczekiwane zwroty fabuły, a otrzymamy
Wideo z Jezusem. Akcja ma miejsce głównie na terenie wykopalisk oraz w Jerozolimie, ale nie obędzie się też bez zwiedzania tuneli pod miastem czy odległych klasztorów położonych gdzieś na pustyni. Dawno nie czytałem książki, z której czerpałbym czystą radość z kibicowania "tym dobrym" i zwykłego przeżywania przygód razem z nimi. Chociaż wszelkie niebezpieczeństwa wydają się groźne, to jak we wspomnianym
Indianie... wiemy, że wszyscy przeżyją. Nie do końca jednak mamy pewność, co się stanie z artefaktem.
Duży plus należy się także za podział książki na krótkie rozdziały, których jest aż czterdzieści trzy. W każdej chwili możemy przeczytać jeden lub dwa i odłożyć dalszą lekturę na później... o ile oczywiście będziemy mogli się powstrzymać. Pomimo dość sporej objętości książki jestem pewien, że każdy będzie zdziwiony tempem w jakim skończy powieść.
Postaci, a jest ich całkiem sporo, są jasno zarysowane i każda dobrze odgrywa swoją rolę. Jeśli komuś poświęcone są więcej niż dwie strony, to możemy być pewni, że nie jest to zwykły pionek. Sami bohaterowie są może tylko nieco nazbyt archetypowi. Autor dobrze wykorzystuje szablony, ale mógłby dodać więcej od siebie. Bogaty młodzieniec szukający rozmaitych rozrywek; jego towarzyszka, która oczywiście na początku absolutnie nie jest nim zainteresowana; szef potężnej korporacji próbujący zbić fortunę na znalezisku - to są standardy. Owszem, tym razem chłopak sam zapracował na fortunę, jego towarzyszka ma swoje uczucia i nie jest typową "dziewczyną Bonda", a korporacja Kauna to kolos na glinianych nogach, ale to są detale. Natomiast wszystkie postaci są żywe i wiarygodne i jeśli nie przeszkadza nam ich szablonowość, to nie ma się do czego przyczepić.
W tej blisko sześciusetstronicowej powieści prawie wszystko jest na swoim miejscu. Drobne narzekania na bohaterów nie mogą zepsuć wizerunku całej książki. Jeszcze bardziej poprawić może go natomiast oryginalne zakończenie. Duże brawa należą się Eschbachowi za przeniesienie na papier filmowego tricku "ciąg dalszy po napisach końcowych". Po epilogu następuje jeszcze kilka bardzo ciekawych i zaskakujących rozdziałów. Nie przypadł mi do gustu jedynie sposób rozwiązania głównego wątku - oczekiwałem czegoś większego, bardziej spektakularnego. Ostateczne (trzecie!) zakończenie jednak wynagrodziło mi to z nawiązką.
Wideo z Jezusem polecam wszystkim fanom powieści przygodowych. To doskonała rozrywka, bardzo porządnie napisana i co najważniejsze - trzymająca w napięciu do samego końca (a właściwie do końców). Kontrowersyjny tytuł nie służy wypromowaniu dzieła jako czegoś obrazoburczego, ale raczej chce przyciągnąć oko czytelnika do bardzo dobrej pozycji.
Dziękujemy wydawnictwu
Solaris za udostępnienie książki do recenzji.
Tytuł: Wideo z Jezusem (Das Jesus Video)
Autor: Andreas EschbachWydawca: Solaris
Miejsce wydania: Olsztyn
Data wydania: 2004
Liczba stron: 562
ISBN-10: 83-88431-98-6
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 35,00 zł

Waszym zdaniem...