Z piękna dnia, w półmrok nocy
Autor:
Bartłomiej 'baczko' ŁopatkaRedakcja: Mateusz 'Moteuchi' Dąbrowski

Świat Dysku już dawno przestał być tylko zabawnym cyklem o niesamowitych i nieprawdopodobnych przygodach magów oraz innych fantastycznych bohaterów. Spoważniał, a w niektórych tomach wręcz pomroczniał. Jednym z jego ciekawszych i mądrzejszych życiowo podcykli jest opisujący przygody Tiffany Obolałej (w starym tłumaczeniu: Akwili Dokuczliwej). Liczy już cztery części, z których najnowsza nosi nazwę
W północ się odzieję – o niej właśnie będzie w tym tekście.
Powieść ta, choć wygrała Andre Norton Award (nagroda Nebuli dla książki młodzieżowej), zdecydowanie nie jest utworem dedykowanym wyłącznie młodszym czytelnikom. W porównaniu z poprzednimi częściami tego cyklu, spoważniała, traktując już nie tylko o przyjaźni czy wartości zaufania, ale poruszając też problematykę śmierci, wyboru mniejszego/większego zła oraz wskazując, że linia podziału między dobrem a złem nie jest tak oczywista, jakby się mogło wydawać. Książka porusza również kwestie odpowiedzialności władcy wobec społeczeństwa i rodziny. Daje się także zauważyć, że Pratchett momentami odnosi się do pewnych zjawisk i wydarzeń mających miejsce w rzeczywistym świecie.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Pomimo wprowadzonej powagi, wciąż istotnym elementem książki jest humor. Ten najbardziej oczywisty dotyczy Nac Mac Feegli i ich specyficznego postrzegania rzeczywistości. Trochę bardziej ukryty odnaleźć można w dialogach – głównie pomiędzy czarownicami a Tiffany oraz młodą Obolałą a Rolandem i resztą pałacowej służby. Najmniej dostrzegalny poziom obecny jest w opisach świata, a także relacjach społecznych.
Podczas lektury we znaki daje się schematyzm mini-cyklu o Tiffany. Młoda czarownica, otoczona usłużnymi Nac Mac Feeglami i innymi potężnymi przyjaciółmi, ponownie styka się z wielkim zagrożeniem dla całego świata. A stawić musi mu czoła samotnie, ponieważ towarzysze albo nie są w stanie jej pomóc, albo trzymają się z daleka, żeby nie narazić jej czarowniczego honoru. Który raz dostajemy to samo?
Pisarz ponownie skupia się także na samej pannie Obolałej. Tiffany ma już szesnaście lat i choć wydaje się dużo bardziej dojrzała od swoich rówieśniczek, to ciągle jest młodą dziewczyną. Pratchett, często mentorskim tonem, opisuje jej różne przeżycia i odczucia związane właśnie z dorastaniem: dziewczęcą zazdrość, zauroczenie i parę innych. Udaje mu się uniknąć dydaktyzmu, ale momentami robi to zbyt nachalnie.
Jednak te usterki nie zmieniają faktu, że
W północ się odzieję to udana książka. Wady zniwelowane są świetną, często humorystyczną narracją, dynamiczną i zaskakującą akcją, wspomnianymi wcześniej przemyśleniami oraz kilkoma ukłonami w stronę fanów Świata Dysku – Tiffany odwiedza Ankh Morpork i spotyka tam Sama Vimesa, a babcia Ogg znów czyni co w jej naturze – czyli świntuszy.
Pratchett, mieszając różne, często groteskowe elementy, napisał książkę, przy której równie dobrze bawić się będą tak dzieci, jak i dorośli – dla tych drugich może to być literacki powrót do (anty)baśni w bardzo dobrym stylu, pierwsi zaś będą mieli okazję poznać "poważną" literaturę, nie odbiegającą zbytnio od schematów ich dotychczasowych lektur.
Waszym zdaniem...