Autor:
Bartłomiej 'baczko' ŁopatkaRedakcja: Marcin 'malakh' Zwierzchowski

Jak pisać o sprawach ważnych, poruszających i trudnych, lecz często zupełnie niezauważanych, nie przekraczając granicy "politycznej poprawności"? Można w tym celu tworzyć nowe, fantastyczne uniwersa. Ale można też oddać rzeczywistość taką, jaką się zna, nie upiększając jej, a efekty mogą okazać się szokujące.
Drogą tą, w swoim debiucie książkowym − zbiorze opowiadań pod tytułem
Topiel − podążył Junot Diaz. Zebrane tu dziesięć historii opowiada o życiu na Dominikanie oraz o tym, jak w Ameryce radzą sobie (bądź też nie) biedni, najczęściej nielegalni imigranci. Autor miał skąd czerpać natchnienie, bowiem sam urodził się na tej wyspie, z której wyjechał w wieku sześciu lat, a w tekst wplótł wątki autobiograficzne.
Zbiór ten prezentuje kwaśno-gorzką historię dominikańskiej rodziny. Poszczególne opowieści dzielą czas i odległość, lecz wspólną częścią jest narrator, najmłodszy członek rodziny, Junior. To właśnie z jego perspektywy obserwujemy wszelkie wydarzenia − najpierw z rodziną, na ojczystej wyspie, później zagubienie życiowe w Ameryce. Nie unikamy trudnych tematów: Diaz pisze o przemocy, seksie, alkoholu, narkotykach, kradzieżach i wandalizmie, ukazując, ile zła mieści w sobie zwykły dzień biednego imigranta w Stanach. Ale czy można to w ogóle określać mianem "zła"? Opisane używki oraz wybryki to często jedyna możliwość odseparowania się od biedy, gniewu, niezrozumienia; dzięki nim ludzie mają szansę czy nadzieję, by choć przez chwilę poczuć się lepiej. Czy można ostatnią, złudną próbę ucieczki człowieka nazwać złem?
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Diaz zaprzecza również wartości podstawowej: miłości. W jego świecie to uczucie nie ma racji bytu, zarówno w sferze rodziny, jak i kontaktach damsko-męskich. Nie istnieją szczęśliwe związki, każdy wypacza jakaś patologia: narkotyki, pracoholizm, zdrada, chciwość, znęcanie psychiczne i fizyczne. Często chodzi, szczególnie w przypadku młodszego pokolenia, o seks, szpan, możliwość pokazania się z fajną laską. W ten sposób Diaz odziera nas z romantycznych wyobrażeń na temat świata, każe skonfrontować przekonania z trudną, nieprzyjemną rzeczywistością.
I wizja ta przekonuje, wnika do wewnątrz, zostawiając zadrę. Dzieje się tak, ponieważ ten utalentowany autor nie bawi się w upiększenia czy barwne charakterystyki. Przedstawia rzeczy takimi, jakimi są, takimi, jakie on sam je zna. Dosadność i suchość tych opisów oraz wyrazista psychika postaci potężnie oddziałują na wyobraźnię. Lekturze towarzyszy uczucie fatalizmu: bohaterowie godzą się na ból, ponieważ nie widzą innego wyjścia, poddają się sytuacji, są bierni − chcą przetrwać. Tylko i aż tyle.
Nie jest to książka, którą czyta się łatwo i z lekkim sercem. Nie sądzę również, by przypadła ona do gustu ludziom oczekującym od lektury jedynie czystej rozrywki i oderwania się od rzeczywistości, bo pozycja ta przypomina nam o brudach i smrodzie, o których wolelibyśmy zapomnieć.
Waszym zdaniem...