Cthultystyczna książka
Autor:
Bartłomiej 'baczko' ŁopatkaRedakcja: Artur 'mr_mond' Nowrot

Marcin Wełnicki wyrasta na jednego z najciekawszych polskich pisarzy fantastycznych. Po debiutanckim
Śmiertelnym bogu, w którym śmiało łączył elementy z mitologii Cthulhu ze scenografią drugowojenną, napisał
Testament Damoklesa, jego niebezpośrednią kontynuację, tworząc kolejny wybuchowy sztafaż wypełniony intertekstualnymi odwołaniami.
Narracja w
Testamencie... jest prowadzona dwutorowo – równolegle poznajemy wydarzenia rozgrywające się w latach 1967 oraz 1987. I choć na początku utrudnia to nieco lekturę, bo wątki wydają się jedynie luźno powiązane, to w miarę czytania splatają się coraz ściślej, by w zakończeniu w pełni się połączyć; struktura to jedna z największych zalet powieści, a prowadzenie w ten sposób akcji sprawia, że książka obfituje w zwroty fabularne.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Wełnicki świetnie konstruuje kolejne wątki, mieszając Cthulhu i nieznane z sensacją na tyle, by usatysfakcjonować zarówno fana Wielkich Przedwiecznych, jak i Jamesa Bonda. Wprowadza również mnóstwo nawiązań do innych tekstów (między innymi Nietzschego) oraz wielokrotnie mruga do czytelnika w trakcie przedstawiania wizji alternatywnego, Eskalacyjnego świata, w którym świat podzielił się na strefy wpływów USA i III Rzeszy (Fuhrer Margaret Thatcher, obcy z Roswell, tajny tajny wywiad USA, podryw głównej bohaterki przez Buzza Aldrina). Takich aluzji jest znacznie więcej, a każda kolejna znaleziona w trakcie lektury sprawia frajdę; pisarz nie tylko umieścił w książce sporo odwołań, ale zgrabnie wkomponował je w akcję powieści.
Jednak największym atutem
Testamentu... jest to, jak konsekwentnie Wełnicki buduje uniwersum. Świat, który w
Śmiertelnym bogu miał sporo luk i niejasności, w którym wiele rzeczy sprawiało wrażenie naciąganych, nabiera konkretnych kształtów – pisarz wypełnia braki, dodaje kolejne elementy układanki, i choć po namyśle wydają się one często oczywiste, to potrafią zaskoczyć. Ta z pozoru nielogiczna i anormalna wizja ludzkości, w której rozwój ingerują wszechmocne i przedwieczne istoty, zaczyna wyglądać w miarę spójnie.
Niestety dla czytających, Wełnicki ma tendencję do okaleczania i krzywdzenia bohaterów. Często jest to wynikiem zaskakujących zwrotów akcji, jednak co najmniej kilka takich momentów wydaje się niepotrzebnych. Również niektóre rozwiązania fabularne wydają się kontrowersyjne a zakończenie jednego wątku może wyglądać na bezsensowne – chyba, że ktoś zauważy, iż motyw
vanitas jest dość powszechny w tym cyklu.
Testament Damoklesa jest bardzo dobrym uzupełnieniem historii opowiedzianej w
Śmiertelnym bogu. Jednak choć tekst ten odpowiada na wiele nurtujących czytelników pytań, to prowokuje kolejne i zostawia sporo otwartych furtek do kontynuacji. Gdyby Marcin Wełnicki zdecydował się ją napisać, to byłaby z pewnością kolejnym oryginalnym rozdziałem w polskiej fantastyce.
Waszym zdaniem...