Szklane granice osobowości
Autor:
Bartosz 'Zicocu' SzczyżańskiRedakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Robin niedawno przeszedł operację pamięci. Ma delikatne przebitki z przeszłości, ale właściwie nie pamięta kim był i dlaczego podjął decyzję o skasowaniu swego ja. Próbuje odnaleźć się w skomplikowanym świecie, do którego trafił – nie potrafi zrozumieć czemu napawa on go nieustającą agresją, choć to podobno normalne u rekonwalescentów po zabiegach pamięci. Dzięki terapeucie Robin dowiaduje się o eksperymencie naukowym, którego celem jest odtworzenie społeczeństwa z przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku – zgłasza się na ochotnika, czując, że może być to jego wielka szansa na odnalezienie tożsamości.
Wielką zaletą
Szklanego domu jest przystępność, o której zapomina wielu twórców współczesnego
science fiction. Nowa powieść Strossa zabiera czytelników w nieznany, tajemniczy świat przyszłości, ale dzięki sztampowemu/ogranemu zabiegowi, jakim jest amnezja protagonisty, poznawanie niezwykłego uniwersum odbywa się bez najmniejszych zgrzytów. Jednak niech nikogo nie zwiedzie stosunkowo powolny prolog – Stross rozkręca się bardzo szybko; kiedy nabrałem pewności, że jestem w stanie zrozumieć większość niuansów świata
Szklanego domu, byłem już całkowicie wessany przez wybuchową fabułę. Pisarzowi udało się w tym tekście połączyć te same elementy, które urzekły mnie w
Accelerando: niesamowitą efektowność i zaskakującą wizję nadchodzącego świata. Przeplatające się ze sobą retrospekcje, które odkrywają historię uniwersum
Szklanego domu są naprawdę intrygujące - dodając do tego opowieść o współczesności, lekko zahaczającą o szpiegowski thriller, otrzymujemy doskonałe połączenie. Mocna końcówka sprawiła, że cały ten amalgamat na długo zostanie mi w pamięci.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Poza niezwykle wciągającą fabułą i efektownym, bogatym w pseudotechnologiczne fajerwerki światem,
Szklany dom zachwycił mnie jeszcze jednym: bohaterami. Robin/Reeve to prawdziwy majstersztyk: mężczyzna niezbyt wiedzący co ze sobą robić oraz kobieta, która ma poważne zaburzenia psychiczne i nie jest pewna tego, czy otaczający ją świat w ogóle istnieje. Jednak nie znajdziemy tu prostego obrazu człowieka złamanego życiem: protagonista ma w sobie wolę, ma jeszcze chęć walki, która nie pozwala mu zgodzić się na porażkę. Dodajmy do tego Kay: istotę, która w żaden sposób nie może poradzić sobie ze swoją przeszłością. Emocje wybuchające między tą dwójką są tak autentyczne i tak potężne, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Psychologiczna złożoność postaci jest charakterystyczną cechą
Szklanego domu – jeśli przyjrzeć się każdej kolejnej występującej w tekście postaci, można w niej dostrzec jakiś tajemniczy rys, coś niezwykłego, co nie pozwala patrzeć na nią jak na automat stworzony do wypowiedzenia kilku kwestii. Nie spodziewałem się, że Stross popisze się takim kunsztem podczas kreacji bohaterów. Zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Trudno tak naprawdę w
Szklanym domu doszukać się jakichś poważnych wad. Fabuła jest naprawdę porażająca, bohaterowie to majstersztyk, język pozwala w pełni cieszyć się niesamowitym światem; jednak w najnowszej powieści Strossa brakuje błysku, brakuje olśnienia, czegoś, co wywołałoby okrzyk zachwytu. Po
Accelerando długo nie mogłem uwierzyć w to, jak bardzo zwariowana jest wyobraźnia autora; w
Szklanym domu nic nie poruszyło mnie aż tak głęboko.
Mimo tego, że najnowszy tekst Charlesa Strossa pewnie nie dołączy do kanonu fantastyki, to polecam go z całego serca. To naprawdę doskonały przykład nowoczesnego
science-fiction, które pobudzi każdego czytelnika spragnionego niezwykłej literatury.
Waszym zdaniem...