Autor:
Tomasz 'Tomazzy' PodwysockiRedakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Na
Rycerza Kielichów Jacka Piekary natrafiłem czystym przypadkiem, kupując na aukcji jego nowy
Płomień i krzyż. Nie miałem o jego powieści zdania wyrobionego przez recenzje i opinie; przystępowałem do lektury, nie wiedząc jeszcze, co mnie czeka. Od początku zachęciło mnie to, iż książka prezentuje się wyjątkowo ładnie; okładka wita nas nieco mangową, ale nie przesadną grafiką, dobrze pasującą do klimatu książki. Nietypowa jest spora czcionka; zwiększa ona wprawdzie objętość utworu, lecz nie męczy tak wzroku jak mniejsza.
Mamy tu motyw już zużyty, wymięty, wręcz stary jak świat. Współczesny nam człowiek za pomocą snów przenosi się do innego, fantastycznego świata – alternatywnego, lecz przypominającego nasze średniowiecze. Staje się jego bohaterem i główną figurą w grze przeznaczenia. Tak powtarzający się w literaturze motyw Piekara wykorzystał niespodziewanie dobrze, odświeżając go w ciekawy sposób. Szczególnie chodzi mi tu o tajemniczą Annę, która to śni dla głównego bohatera jego niesamowity sen.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Szanuję książki Jacka Piekary, ponieważ zawsze potrafiły mnie zaskoczyć i rozbawić. Czytałem jego twórczość w celach
stricte rozrywkowych, bo i z takim założeniem zapewne była pisana. Niestety, postacie są często mało wyraziste, nie do końca przemyślane. Do ciekawszych można zaliczyć głównego bohatera i księżniczkę Kordelię, z uwzględnieniem łączących ich relacji, szczególnie wątku miłosnego. Jednak nawet oni, mimo nieco dokładniej ukazanej psychiki, nie zapisują się szczególnie głęboko w pamięci. Co więcej, fabuła często przyspiesza, jakby gubiąc niezbędne elementy. Momentami książka wydaje się pisana w wielkim pośpiechu, przez co traci wiele ze swego potencjału. Niektóre zdarzenia wyglądają na całkowicie dopracowane i przemyślane, a inne potraktowane jakby po macoszemu.
Książka jak to u Piekary napisana jest lekkim stylem. Jednak płynąc z nurtem przyzwoitej powieści, nie spodziewamy się, że nagle wpadniemy na mieliznę: zakończenie. Tak naciąganego i nieprzemyślanego nie czytałem już dawno. Zniszczyło ono wiele z mojej przyjemności czytania tej książki.
Jakkolwiek by było, pewnie niejednemu z męskiej części czytelników marzyło się kiedyś, by zostać ratującym królestwa rycerzem, bohaterem uciśnionych i niewinnych. To właśnie ci – mimo kilku zgrzytów i potknięć – będą czerpali największą przyjemność z powieści. Moim zdaniem
Rycerz Kielichów jest ciekawą pozycją po ciężkim dniu pracy czy też szkoły; myślę, że wielu zapewni miły relaks.
Waszym zdaniem...