Książka do słuchania
Autor:
Bartosz 'Zicocu' SzczyżańskiRedakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Satyra należy do grona moich ulubionych gatunków literackich. Liczne przejaskrawienia, stosowane z umiarem i odpowiednio dawkowane, potrafią sprawić, iż uśmiech nie schodzi z mych ust. Właśnie ona odgrywa ogromną rolę w
Rock’n’roll, bejbi! Piotra Rogoży. Jak prezentuje się ten zbiór opowiadań? Czy temu młodemu autorowi udało się odpowiednio użyć satyry? I – przede wszystkim – czy książka ta spełnia swoje zadanie, jakim jest przedstawienie naszej rzeczywistości w krzywym zwierciadle?
Na
Rock’n’roll, bejbi! składa się 8 opowiadań (jeśli potraktować
Intro i
Outro jako jeden utwór) i
Bonus track. Ten ostatni liczę osobno, gdyż został całkowicie wyrwany z całej konwencji i mam wrażenie, że został dodany, aby czytelnik wiedział, iż
"Rogoża nie tylko o Cielęcinie potrafi". A czym owy Cielęcin jest? Autor kreśli przed nami obraz miasta, które położone jest gdzieś w województwie lubuskim na – według jednego z bohaterów – węźle żył morskich. Jak się szybko okaże, w owej miejscowości dzieje się zdecydowanie zbyt dużo: przeżyjemy zarówno testy broni biologicznej rodem zza oceanu, jak i najazd obcych czy krótką wycieczkę do Raju (albo raczej wycieczkę Raju do Cielęcina). Wyobraźnia autora jest jednym z najmocniejszych punktów książki – niektóre pomysły zadziwiają, inne udowadniają, iż Rogoża potrafi bawić się znanymi schematami.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
A kogóż w Cielęcinie poznamy? Głównymi bohaterami są Modrzew, Mała, Budzigniew i Nietopyr – młodociani pijaczkowie-erpegowcy, którzy z wydarzeniami paranormalnymi mają do czynienia prawie każdego dnia. Podstawą ich istnienia są wszelkiego rodzaju tanie wina i dawka niesamowitych przygód. Narratorem jest pierwsza z wyżej wspomnianych postaci. Właśnie w kwestii postaci najbardziej daje się odczuć ironiczną stronę książki – bohaterowie są przejaskrawieni, ale wcale nie tak dalecy od medialnego obrazu dzisiejszej młodzieży. Czasami wydaje się, iż ich niezwykłe przygody to tylko pretekst do pokazania ich codziennego zachowania. Obrazu skrajnej dekadencji dopełnia liczne grono postaci drugoplanowych: od stale
"zjaranego" Krzywego do
"kujonicy" Gandzi (której rola jest tylko epizodem). Mimo iż to, co opisałem wyżej, może wydawać się czystym szaleństwem, da się zauważyć, że zamysłem Rogoży było właśnie takie przedstawienie świata.
Kolejnym mocnym punktem książki jest język autora. Jego pióro jest bardzo lekkie, czytanie niektórych fragmentów daje dużą przyjemność. Dodatkowym atutem są liczne porównania i ciekawe epitety. Autor nie stroni od przekleństw, jednak nie zrobił tego, czego się obawiałem – nie przesadził z wulgaryzacją, dzięki czemu styl zyskuje na autentyczności. Jedyną wadą są często powtarzające się sformułowania, które wyglądają, jakby były przepisywane bezpośrednio z pierwszego opowiadania. Największą zmorą jest ciągłe przypominanie, iż
"drugi pokój" altanki jest
"schowkiem na narzędzia".
Cóż można pisać o klimacie
Rock’n’roll, bejbi!? To zdecydowanie najmocniejszy element książki. Opowiadania tworzą jedną zgraną całość, wszystkie wywołują uśmiech na ustach, a to dzięki niezwykłemu przedstawieniu świata. Wizja naszych młodych bohaterów kroczących z niezachwianym optymizmem mimo wszystkich mrocznych zdarzeń dookoła bezustannie śmieszy podczas lektury.
Tym, co zdecydowało, iż chciałem mieć tę książkę, (prócz zamieszczonego w Internecie fragmentu) była okładka. Pomysł powalił mnie na kolana. Szkoda, że w środku brak równie dobrych ilustracji. Nie zauważyłem żadnych błędów w kwestii redakcyjnej. Ogólnie rzecz biorąc, książka została wydana bardzo dobrze.
Cóż mogę napisać w podsumowaniu?
Rock’n’roll, bejbi! może zapewnić wieczór wypełniony świetną rozrywką w cudownej oprawie. Cielęcin zapewne będzie zaznaczony obok Wojsławic na polskiej mapie humorystycznej fantastyki (nieważne, że to drugi koniec naszego kraju), może w przyszłości nawet stanie się jej stolicą. Tego właśnie życzę panu Rogoży, który w końcu jest jeszcze bardzo młodym autorem.
Waszym zdaniem...