Autor:
Jacek 'vanderus' DworzyckiRedakcja: Adam 'Aki' Kasprzak

Historie alternatywne to coś, co z pewnością zawsze w fantastyce będzie obecne i zawsze cieszyć się będzie sporym zainteresowaniem. Kto bowiem nie zadaje sobie pytania:
"Co by było, gdyby…?". Nie inaczej postąpił Marcin Mortka, literacko ilustrując odpowiedź w kwestii, jak wyglądałaby historia, gdyby wikingowie zdołali zapanować nad Europą. Jednak nie zdecydował się on na opowieść, jak do tego mogłoby dojść, a na coś o wiele ciekawszego, a mianowicie:
"Co z tego wszystkiego mogłoby wyniknąć?".
Jako czytelnicy zostajemy rzuceni w zupełnie nam nieznany świat. Oto bowiem hordy dzikich barbarzyńców z północy nie zostały pokonane w minionych stuleciach, a wręcz odwrotnie. To właśnie wikingowie kilkakrotnie odnieśli zwycięstwo z Anglikami, pokonali kraje basenu Morza Bałtyckiego, wygrali z Rosją oraz utrzymali pod kontrolą kraje Europy Zachodniej, nie pozwalając im zepchnąć się z pozycji mocarstwa. Tworząc Braterstwo, wspólnie, choć pod wyraźnym przywództwem konunga Nordveghr realizują nowy plan podziału świata. Plan, którego początkiem jest ogólnoświatowy konflikt. Witamy w połowie niespokojnego wieku XX.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Całokształt wydarzeń obserwujemy z perspektywy korespondenta wojennego dziennika
The Times Jeremy’ego Baldwina. Począwszy od Sudanu, gdzie trwa rewolta mahdystów i krwawe starcia z brytyjską armią, przez Hornland – skandynawską kolonię w Afryce, Londyn, aż po Irlandię wędrujemy z Baldwinem, zawsze pozostając w epicentrum wydarzeń. Starcia wywiadów, tajne działania grup zabójców, wojskowe manewry i lokalne rewolty – wszystko to tworzy całokształt, w który trochę wbrew własnej woli wplątany zostaje główny bohater.
Tak, jak pomysł na świat i wydarzenia w nim się rozgrywające bezsprzecznie wart jest poznania, tak co do kreacji bohaterów można mieć sporo uwag. Przede wszystkim rozumiem, że to powieść awanturnicza, więc głównemu bohaterowi przysługuje ponadplanowy zapas szczęścia, a dodatkowo dożywotnia gwarancja niezniszczalności. Jednakże czasami przydałoby się jednak trochę zdrowego rozsądku przy prowadzeniu akcji. Szturm mahdystów na pociąg, z kulami licznie gwiżdżące pomiędzy wagonowymi ławkami, zamach w pokojowym hotelu, bijatyka w portowej dzielnicy czy szturm na więzienie. To tylko niektóre ze zdarzeń, w które los wplątuje Jeremy’ego Baldwina zapewniając jednocześnie całkowite bezpieczeństwo i to pomimo czasami niezbyt inteligentnych zachowań naszego bohatera. Za którymś razem robi się to lekko męczące, a nawet denerwujące.
Do samego wydania również mam uwagę. Mówiąc dokładniej, do oprawy graficznej. Cała reszta bowiem to standardowy produkt Fabryki Słów, czyli bez ekstrawagancji, a jednocześnie na przyzwoitym poziomie. Jednak tytułowa grafika, może i przemyślana i dobrze dobrana do samej powieści, mnie jakoś do gustu nie przypadła. Bura, bez wyrazu, nieprzykuwająca spojrzenia – w skrócie: mocno nijaka. Patrząc na inne dokonania Fabryki Słów powiedzieć trzeba, że niezbyt mocno się tym razem postarali.
Z pewnością
Ragnarok nie jest pozycją, którą należałoby odradzać. Wartka akcja i ciekawie przedstawiony świat zachęcają do poznania i zagłębienia się na kilka godzin. Z drugiej strony jednak, ciężko nie zauważyć braków i niedociągnięć dotyczących kreacji postaci, nierównego poziomu opowieści, czy niezbyt udanego wydania. Pomimo tych uwag zdecydowanie sięgnę jednak po tom drugi powieści, by zobaczyć, co autor jeszcze wymyślił. Wam natomiast szczerze polecam zapoznanie się z
Ragnarok 1940, jeśli dotychczas jeszcze tego nie uczyniliście.
Waszym zdaniem...