Eco - SF
Autor:
Marcin 'malakh' ZwierzchowskiRedakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Opowiadania Bacigalupiego wpisują się w nurt tak zwanej
ecological SF. W odróżnieniu od innych twórców, którzy w swoich dziełach ledwie wspominali o kwestiach związanych ze środowiskiem naturalnym, Amerykanin stawia je w centrum swoich tekstów, podporządkowując im wszystko: od fabuły po scenografię. Autor
Pump Six… znalazł w ten sposób nowe medium, za pomocą którego może docierać ze swoim przesłaniem do odbiorców. Jest to swoiste nowoczesne, fabularyzowane dziennikarstwo ekologiczne.
Jego charakterystyczną cechą jest unikanie mówienia o problemach wprost, podawania czytelnikowi wniosków na srebrnej tacy (wyjątkiem jest tu tylko
The Pasho). Informacje docierają do nas podprogowo, zapisane są w konstrukcji świata i zachowaniu bohaterów, z których sami wyciągamy konkluzje. A ponieważ wszystko to podane jest w solidnej otoczce fabularnej, w dużym stopniu przypomina "naukę przez zabawę". Bacigalupi, co dobitnie wyraził w
Hazardziście (
Nowa Fantastyka 07/2009), doskonale zdaje sobie sprawę z obecnej sytuacji mediów. Wie, że aby dotrzeć do czytelnika, musi go najpierw czymś zwabić, zainteresować. Nie zrobi tego, podając suche fakty na temat stanu środowiska naturalnego, przytaczając tabelki z procentową zawartością zanieczyszczeń w rzekach, czy też pisząc o zagrożonym wyginięciem motylu z dżungli amazońskiej. Dane statystyczne mało kogo przekonują, bo nie pobudzają wyobraźni odbiorcy. Co innego obrazowe opisanie długofalowych konsekwencji.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Właśnie dlatego, w celu dotarcia do czytelnika, Bacigalupi tworzy teksty SF. W gatunku tym znajduje odpowiednie narzędzia, za pomocą których buduje wizje przyszłości. Wizje przerysowane, ukazane bez zachowania proporcji − niczym w krzywym zwierciadle. Amerykanin nie waha się przy tym szokować, a miejscami wręcz gorszyć czytelnika. Dlatego też w jego opowiadaniach natknąć się można m.in. na sceny erotyczne z udziałem dwóch nastoletnich sióstr, kanibalizm, eksterminację dzieci i akty skrajnego okrucieństwa (ranienie psa w
Ludziach piasku i popiołu, tylko po to, by przyglądać się jak krwawi). Wszystko aby wzmocnić przekaz, zapaść w pamięć, wzbudzić w czytelniku emocje, sprzeciw wobec tej rzeczywistości. Bo Bacigalupi nie przewiduje, on przestrzega – w sposób brutalny, ale też jedyny dający jakiekolwiek efekty.
Co ciekawe, fantastyczność tekstu traktowana jest jako środek, a nie cel. Dlatego, w miarę możliwości, Bacigalupi odrzuca sztafaż SF, nie bawi się w szpikowanie opowieści sprzętami
high-tech, nie kręci go również szeroko zakrojony
world-bulding (najlepiej widać to w
The Tamarisk Hunter, pisanym dla magazynu spoza nurtu fantastyki).
Pod tym względem jego opowiadania przypominają
Drogę McCarthy'ego. W nagrodzonej Pulitzerem powieści wiedzieliśmy jedno: Ziemia umiera. Kto za to odpowiada? Czy to wojna? Kto ją wywołał? Jakiej użyto broni? Gdzie rozgrywa się akcja? Nie wiadomo. Analogicznie opisać można
Ludzi piasku i popiołu. Świat to wyniszczona, skażona radioaktywnie, jałowa kraina. Wśród wydm przemieszczają się post-ludzie – nieczułe, przypominające maszyny stwory. Co doprowadziło do ekologicznej katastrofy? Jakie technologie przekształciły ludzi w to, czym teraz są? Gdzie podziały się wszystkie zwierzęta? Rośliny? Na żadne z tych pytań nie poznajemy odpowiedzi. Zamiast futurystycznej wycieczki po post-apokaliptycznych pustkowiach, Bacigalupi proponuje nam prostą opowieść o ludziach i bezpańskim psie. Przez pryzmat zachowań trójki bohaterów względem rannego, wychudzonego zwierzęcia, autor pokazuje nam konsekwencje ślepej wiary w naukę, w to, że z jej pomocą zdołamy rozwiązać każdy problem.
Ludzie… to wizja świata, w którym człowiek zwyciężył głód, choroby, ubóstwo i w pewnym sensie nawet samą śmierć. Zrobił to jednak, przekształcając naturę na swoją modłę; zamiast spróbować dostosować się do otaczającego go świata, dostosował świat do siebie – zniszczył go.
W
The Pasho twórca dosłownie wyraża swój lęk przed zaawansowaną technologią, przed oferowanym przez nią "pójściem na łatwiznę". W zamierzchłej przeszłości ludzki głód postępu, pęd ku coraz szybszemu rozwojowi doprowadził do katastrofy (po raz kolejny, nienazwanej). Nie chcąc powtórzyć błędów swoich przodków, plemię Keli strzeże dawnej wiedzy, chroniąc przed nią świat:
"Wiedza jest niebezpieczna. Wiemy to z Pierwszej Ery, kiedy to ludzie uczyli się w pośpiechu, jak mrówki (…) Wiedza zawsze ma dwa aspekty. Z każdą korzyścią wiąże się zagrożenie. Z każdym dobrem, zło. Nierozwaga i wygodne rozwiązania wiodą do chaosu (…) Nie trzymamy wiedzy pod kluczem i w zamknięciu, ponieważ pożądamy władzy, o co często jesteśmy oskarżani. Strzeżemy jej, ponieważ się jej boimy".
W swoich opowiadaniach Bacigalupi wyekstrahowuje z science fiction to, co najlepsze. Snuje dystopijne wizje, korzystając z oferowanej przez gatunek swobody kreacji, odrzucając jednocześnie gadżeciarski blichtr. Udowadnia w ten sposób, że fantastyka służyć może czemuś więcej, niźli tylko prezentacji nowych sprzętów
high-tech; że ewoluuje. Jego
eco-SF to nie tylko literatura najwyższych lotów, urzekająca plastycznością języka i zawartymi w historiach emocjami, ale przede wszystkim ukierunkowane na nowoczesnego odbiorcę medium. Nie pomogło publikowanie raportów o stanie środowiska, wprowadzenie do szkół ekologii, ani głośne akcje członków Greenpeace. Może czas dać szansę fantastyce?
Recenzja, w skróconej formie, pierwotnie ukazała się w magazynie SFinks
(11/2009)
Waszym zdaniem...