Autor:
Marcin 'malakh' ZwierzchowskiRedakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Łukasz Orbitowski to zdecydowanie jeden z najlepszych twórców młodego pokolenia polskich fantastów. Jego dominium stanowi literatura grozy, nie stroni jednak od eksperymentów, czego dowodem może być chociażby wydany niedawno, we współpracy z Jarosławem Urbaniukiem,
Pies i klecha. Przeciwko wszystkim. Skokiem w bok od horrorowej konwencji niewątpliwie jest najnowsza książka popularnego
Orbita, zatytułowana
Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat.
Zbiór bajek to w sumie blisko czterdzieści krótkich historyjek z życia dwóch przeuroczych kotów, czyli wspomnianych wyżej Prezesa i Kreski. Co o nich wiemy? Autor dał czytelnikom kilka informacji, dobitnie wskazujących nam, iż dwójka milusińskich to po prostu jego koty (chociażby postać małego Julka, syna pisarza, któremu zadedykowana jest książka, a zarazem dziecka, które przychodzi na świat w jednej z historii). Najważniejsze są jednak ich charaktery. Prezes, jak wskazuje samo imię, jest dumny, poważny, a na świat patrzy z perspektywy swoistego mistrza zen. Jego towarzyszka życia jest nierozważna, ale za to romantyczna – absolutne przeciwieństwo statecznego kocura. Kreska jest rozbrykana, boi się wszystkiego, łącznie z własnym cieniem, no i przede wszystkim – jest wiecznie głodna (do tego stopnia, że potrafi zjeść własny głód!).
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Łączy ich głębokie uczucie, i chociaż na kartach zbioru brak wielkich deklaracji miłości, Orbitowskiemu bardzo dobrze udało się oddać relację pomiędzy kotem i kotką (kluczowe są dwa teksty:
Tylko Prezes i
Tylko Kreska). Ta para idealnie się dopełnia, co w ogromnej mierze wpływa na bijące z książki ciepło. Takie powiązanie dało również autorowi bardzo dobre narzędzie do odpowiadania na zawarte w tytule zbioru pytanie:
"Jak koty tłumaczą sobie świat?". Niesforna Kreska co rusz przychodziła ze swoimi wątpliwościami do
wszechwiedzącego Prezesa, a ich dialogi stanowiły dla czytelnika furtę do na poły magicznego świata kotów. Bo koty Orbitowskiego to przede wszystkim zwierzęta niezwykłe, łączące w sobie codzienność (wspomniany wyżej głód, umiłowanie leniuchowania, spanie na DVD czy laptopie) z eterycznością (świat snów jest dla nich integralną częścią życia, nie mniej ważną od jawy).
Jednakże najważniejszym elementem każdej z tych bajek jest oryginalne podejście do
kociego myślenia. Pamiętam poświęconą tym tajemniczym zwierzętom antologię
Trzynaście kotów, w której tak naprawdę trudno było o opowiadanie, starające się odzwierciedlić sposób rozumowania tych stworzeń. Starał się chyba tylko Sapkowski (
Muzykanci i
Złote popołudnie), ale nawet on nie robił tego tak jak autor
Prezesa i Kreski. Orbitowski urzekł mnie przede wszystkim tym, że nie starał się pisać jak człowiek patrzący na niezwykłe kocie sprawy, ale jak kot opisujący swoją codzienność. I od razu widać różnicę. Myśli bohaterów, jak to w zwyczaju mają mruczący milusińscy, lubią chodzić własnymi ścieżkami, często nie pokrywającymi się z drogami ludzi. Przez to miejscami czytelnik może być nieco zaskoczony, nie rzadko może go to rozśmieszyć, a w większości przypadków musi sam
wczuć się w tok rozumowania kota, tak żeby w pełni zrozumieć przesłanie danej historyjki (tak jest na przykład w
Podróży kota do świtu).
Z tego też rodzi się kocia filozofia, czyli prawdziwa odpowiedź na to, jak koty rozumieją świat. Chociaż w tym przypadku nie jestem do końca przekonany, czy to tylko o mruczące zwierzątka chodzi. Już dawno Orbitowski dał się poznać jako pisarz, który ma coś ciekawego do powiedzenia (chociażby jego felietony w
Nowej Fantastyce); nie inaczej rzecz ma się w przypadku jego najnowszej książki - praktycznie każda z zawartych w
Prezesie i Kresce bajek posiada drugie dno, przekazujące nam nie tylko prawdy o kotach, ale także o nas samych, co szczególnie widać w
Ja nie jestem kotem! i
Kot w worku). I chociaż przyznam, że niekiedy nie byłem w stanie zrozumieć przekazu pisarza (
Kotom bije dzwon), mimo wszystko taki nie nachalny, wysublimowany sposób dzielenia się autora swoimi poglądami bardzo przypadł mi do gustu.
Z ową filozofią wiąże się jednak chyba jedyna wada tego zbioru, a mianowicie fakt, iż osobiście nie jestem do końca przekonany, czy jest to pozycja dla najmłodszych czytelników. Owszem, historyjki z życia Prezesa i Kreski są urocze, jak pisałem – bije od nich niesamowite ciepło, jednakże dla dzieci mogą być po prostu niezrozumiałe, a w konsekwencji nudne. Patrząc przez pryzmat młodego czytelnika trzeba brać pod uwagę fakt, iż trudno mu będzie dociec do drugiego dna danej bajki, a bez tego większość tekstów traci swój urok.
Ukłonem w stronę najmłodszych zdecydowanie jest oprawa graficzna książki. Twarda okładka, świetne ilustracje Janusza Orbitowskiego (ojca autora), bardzo dobrze pasujące do charakteru zbioru, a także
zabawa czcionką w tytułach poszczególnych bajeczek na pewno przyciągną dzieci.
Podsumowując,
Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat jest książką przeznaczoną zarówno do starszych, jak i do młodszych czytelników (aczkolwiek bardziej polecał bym ją dorosłym). Z kart tego zbioru emanuje magiczność, ciepło i niesamowity urok pary bohaterów, co sprawia, że podczas lektury można się zrelaksować i pozwolić myślom swobodnie wędrować kocimi ścieżkami. Idealna pozycja
do poduszki, w sam raz na odprężenie.
Waszym zdaniem...