Autor:
Tomasz 'arakin' CzajkaRedakcja: Marcin 'malakh' Zwierzchowski

Przymierzając się do recenzji
Podziemi Veniss, miałem bardzo mieszane uczucia. Przede wszystkim Jeff VanderMeer, autor powieści, podjął się karkołomnego zadania, a mianowicie oparł swoją powieść na klasycznych motywach literackich. Mamy zatem mężczyznę, który zstępuje do Podziemi, by uratować swoją ukochaną.
Boska Komedia Dantego jak się patrzy. Co więcej, autor sam przyznał, że głównym źródłem inspiracji do napisania
Podziemi... był mit o Orfeuszu. Niemniej ten prosty schemat fabularny umieszczony został w wyjątkowej, fascynującej, lecz zarazem odpychającej rzeczywistości.
Pozornie akcja książki toczy się w odległej przyszłości, lecz budowie świata przedstawionego o wiele bliżej do konwencji baśni. Nawiązania do teraźniejszości czy historii są nieliczne i formą przypominają raczej mity i legendy, niż fakty. Ludzkość żyje w państwach-miastach, ze względu na skażenie, ogrodzonych wysokimi barierami. VanderMeer nie tłumaczy jednak, co zniszczyło środowisko, podobnie jak i nie wspomina o okolicznościach decentralizacji władzy. Skupia się raczej na rozwoju fabuły, prezentując jedynie wydarzenia i elementy świata konieczne dla jej zrozumienia. Całokształt sprawia zatem surrealistyczne wrażenie. Autor zebrał różne, mniej lub bardziej znane motywy, przekształcił je do formy odpowiadającej kreowanemu przez niego światu, a następnie umiejętnie splótł je z głównym wątkiem fabularnym. W
Podziemiach Veniss przeplatają się elementy piękne i odrażające, nieustannie połączone ze sobą. Przykładem niech będzie ogarnięty wojną mikroświat z płonącymi domami i lasem, umieszczony wewnątrz ogromnej, gnijącej ryby – makabryczna wariacja motywu wieloryba z klasyki literatury dziecięcej –
Pinokia.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
W tytułowym Veniss, a właściwie Dayton Central, pozornie toczy się zwykłe życie. W powietrzu unosi się jednak atmosfera dekadentyzmu; ludzie nie mają nadziei na lepsze jutro, pracują przy maszynach, których działania nie rozumieją, a ulicami rządzi policja, pomagająca temu, kto zapłaci najwięcej. Wszystko to wydaje się jednak sielankowym krajobrazem w porównaniu do kryjących się pod miastem Podziemi, do których − w poszukiwaniu swojej ukochanej − udaje się Shadrach, szczęśliwiec, któremu udało się je opuścić. W swojej wędrówce spotyka ogarniętych beznadzieją ludzi, samobójców, mutantów i genetycznie zmodyfikowane zwierzęta – im głębiej schodzi w Podziemia, tym bardziej jego wyprawa przypomina podróż przez kolejne kręgi piekła. W pewnym momencie główny bohater staje przed wyborem, a każda decyzja jaką by przedsięwziął i tak okaże się porażką. Pojawia się również kwestia wykorzystania genetyki oraz manipulacji gatunkami.
Całość nie wyróżniałaby się zbytnio, gdyby nie największa zaleta książki – opisy. Przedstawiając horrendalne Podziemia i zamieszkujące je istoty, VanderMeer niejednokrotnie wywołał u mnie dreszcze. Odrażający bank organów, absurdalnie umiejscowione na trzydziestym poziomie Podziemi morze, pełne pasażerów metro, o którym nikt w Veniss nie słyszał – lokacje te robią na czytelniku porażające wrażenie. Opisy są odpowiednio wyważone – dość szczegółowe, lecz pozostawiające również pole działania dla wyobraźni. Świadczy to tylko o świetnym warsztacie literackim VanderMeera. Dzięki niemu podołał trudnemu zadaniu opowiedzenia historii z perspektywy trzech różnych postaci. Co ciekawsze, w każdej z części wykorzystał inny typ narracji. Na szczególną uwagę zasługuje część druga, w której zastosował narrację drugoosobową. Ułatwia ona wcielenie się w bohatera opowieści, co stanowi poruszające doświadczenie.
Istotnym faktem, na który trzeba zwrócić uwagę jest objętość
Podziemi Veniss. Tytułowa powieść zajmuje jedynie około 2/3 spośród 230 stron, gdyż w książce zawarte jest jeszcze posłowie, krótkie opowiadanie o historii jednego z bohaterów
Podziemi... oraz nowela
Wojna Balzaka, której akcja rozgrywa się w tych samych realiach. Ta ostatnia szczególnie mnie zainteresowała i zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jest ona lepsza od głównej powieści. Jej nastrój jest o wiele mniej oniryczny, natomiast zdecydowanie bardziej odczuwalna jest groźba końca ludzkiej cywilizacji.
Podsumowując, w moim prywatnym rankingu
Podziemia Veniss są do tej pory najsłabszą pozycją w
Uczcie Wyobraźni, spośród tych, które dane mi było przeczytać. Niemniej w ogólnym rozrachunku jest to powieść dobra, stanowiąca ciekawą wariację klasycznych motywów, oprawioną fantastycznymi opisami. Dla niektórych może jednak okazać się niestrawną, a to ze względu na wszechobecną drastyczność i brzydotę.
Tytuł: Podziemia Veniss (Veniss Underground)
Autor: Jeff VanderMeerTłumaczenie: Grzegorz Komerski
Autor okładki: Tomasz Maroński
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 26 czerwca 2009
Liczba stron: 240
ISBN-13: 978-83-7480-140-9
Oprawa: twarda
Wymiary: 135 × 205 mm
Seria: Uczta WyobraźniCena: 35,00 zł
Gdzie kupić

cena: 35.00 złcena: 32.00 zł
zamów! 
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...