Autor:
Maja 'Vanth' BiałkowskaRedakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Biorąc do rąk
Ostatniego Smoka, miałam mieszane uczucia. Obawiałam się – po rozczarowaniu, jakie przyniósł mi pierwszy tom –, iż i tym razem doznam zawodu. Zwłaszcza że
Ostatni Elf był zamkniętą fabularnie całością i ciąg dalszy wydał się wymuszony. Zatem zaczęłam czytać, nie nastawiając się na nadmiar wrażeń – i z każdą kolejną stroną narastało me pozytywne zaskoczenie.
Pierwsze rozdziały skłoniły mnie do zastanawiania się, czy to na pewno kontynuacja. Jest tak, jakby De Mari opowiadała zupełnie nową historię – losy młodego najemnika Rangstraila. Poczynając od jego pełnego przygód dzieciństwa, poprzez przełomową decyzję o zaciągnięciu się do armii, następnie kolejne etapy kariery, aż do momentu, gdy staje się kapitanem własnego oddziału. W pewnym momencie w tok narracji wplecione zostają znajome miejsca i osoby i przekonujemy się, iż autorka przedstawia nam alternatywną wersję znanych już sytuacji, widzianą jednak oczyma drugiej strony – czyli „tych złych” (choć fakty kluczowe dla fabuły
Ostatniego Elfa tutaj mają charakter raczej marginalny).
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Druga połowa książki, której akcja toczy się kilka lat po tych wydarzeniach, skupia się początkowo na problemach utopijnej społeczności, jaką starają się stworzyć dorosły już elf Yorsh i jego małżonka Juna, którzy po udanej ucieczce spod władzy Zarządcy miasta Daligar osiedlili się na odciętym od świata wybrzeżu. Pozorna sielanka szybko ulega zakłóceniu, a mityczny feniks, który pojawia się w osadzie, tylko podsyca tlące się problemy. A to wszystko okaże się drobiazgiem w porównaniu z wyzwaniem, przed jakim stanie Yorsh, gdy w obliczu zagrożenia najazdem orków zostanie wezwany na pomoc przez dawnych towarzyszy. Wówczas konfrontacja dwóch wrogów – jego i kapitana najemników – będzie nieunikniona i okaże się, że miast nienawiści żywią do siebie podziw i szacunek, a alians w obliczu wspólnego nieprzyjaciela zaowocuje przyjaźnią. Lecz zostanie ona słono okupiona…
Zdecydowanie silniej przemawiały do mnie fragmenty dotyczące Rangstraila – ciekawie nakreślony opis niebezpiecznego losu najemnika. Podejrzewam, iż autorka inspirowała się w dużym stopniu życiorysami włoskich kondotierów, zarówno konstruując samą postać kapitana, jak i dobierając mu towarzyszy – bandę szemranych wyrzutków, byłych więźniów i ogólnie podejrzanych indywiduów. Ich wzajemne relacje i ironiczne dialogi ubarwiają całą książkę. Znacznie słabiej wypadają na tym tle kameralne obrazki z życia elfa i jego przyjaciół – narracja wówczas zwalnia, skupiając się na kontemplowaniu moralnych i egzystencjalnych rozterek Yorsha. Dopiero w końcowych partiach książki ponownie nabiera tempa i robi się znów ciekawie.
Młody najemnik jest też pierwszą w moim odczuciu w pełni udaną postacią wykreowaną przez De Mari. Człowiek szlachetny i prawy, który w pewnym momencie uświadamia sobie, iż służy po niewłaściwej stronie, że sprzedanie własnego miecza jest równoznaczne z zaprzedaniem duszy. Rozdarty pomiędzy lojalnością wobec Zarządcy, któremu przysięgał, a własnym sumieniem. Mężczyzna prosty, lecz pełen specyficznej mądrości. Interesująca jest też ewolucja i uzupełnienie historii pewnych postaci znanych z pierwszego tomu – a zwłaszcza Zarządcy i jego córki Aurory. Natomiast główny bohater, Yorsh, mimo iż dorósł, nie stał się przez to bardziej przekonujący (ani interesujący). Tak jakby De Mari nie potrafiła się zdecydować, jakim chce go widzieć – czy nieporadnym i marzycielskim młodzieńcem, czy przywódcą społeczności, czy też odpowiedzialnym ojcem. Nawet w przełomowym momencie, w chwili podejmowania dramatycznych decyzji, nie potrafił wzbudzić mojej sympatii.
W
Ostatnim Smoku czuje się, że autorka dopracowała swój warsztat literacki. Książka pisana jest znacznie lepszym stylem niż pierwszy tom, bez nachalnego infantylizmu, skrótów i niedopowiedzeń. De Mari bawi się językiem, stosując rozmaite formy wypowiedzi – zwodniczo proste słowa kapitana najemników, przypominające wykłady oracje szalonego skryby, wyszukany i napuszony styl feniksa. Często jedna postać – w zależności od wagi poruszanych problemów – może diametralnie zmieniać swój sposób wypowiedzi, co zaskakuje i czyni lekturę bardziej wciągającą. A poetyckie, obrazowe opisy momentami wydają się nawet dalekim echem mistrzowskiej prozy Kaya. Nadto autorka nadal porusza niełatwe tematy, eksploruje blaski i cienie ludzkiej duszy, rozważa filozoficzne dylematy różnicy pomiędzy dobrem a złem. Gloryfikuje życie, lecz także przybliża śmierć. Nie ustrzegła się jednak od umoralniających przemów poszczególnych bohaterów.
Książka wydana jest bardzo elegancko – w twardej oprawie z obwolutą. Mogę mieć tylko jeden zarzut: gdy czytałam o krainach, które przemierzają bohaterowie, brakowało mi mapy. Przyzwyczaiłam się chyba do zamieszczania takowej w niemal wszystkich powieściach fantasy.
O ile wcześniejszy tom mogłoby przeczytać młodsze dziecko,
Ostatni Smok adresowany jest zdecydowanie do starszego czytelnika. I to nie tylko dlatego, iż bohaterowie są dojrzalsi. Także z tego powodu, że wiele tu brutalności (można z niej było częściowo zrezygnować bez uszczerbku dla fabuły). Nie jest to książka do przeczytania w kilka godzin i zapomnienia. Budzi silne emocje, skłania do zadumy i analizowania motywów kierujących postaciami, słuszności podejmowanych przez nie decyzji. Zaś otwarte (za sprawą irytującego zabiegu wydawnictwa W.A.B., polegającego na podzieleniu książki na dwie części) zakończenie sprawia, że będziemy czekać na kolejny tom. I zastanawiać się, w jaki sposób De Mari rozegra tę historię – mając świadomość, że na pewno nie będzie to słodki i banalny happy end.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...