Autor:
Paweł 'Gerard Heime' JasińskiRedakcja: Marcin 'malakh' Zwierzchowski

Wydawnictwo Sol ostatnimi czasy nie próżnuje. Mieliśmy okazję czytać już dwa tomy przygód podpułkownika Grobickiego (
www.1939.com.pl oraz
www.1944.waw.pl) pióra Marcina Ciszewskiego. Chodzą też słuchy, że ma się ukazać kolejna książka tego samego autora. Tymczasem niespodzianka − wydawnictwo prawie bez zapowiedzi zaserwowało nam powieść kolejnego debiutanta, Tomasza Bukowskiego. Co ciekawe, seria książek wojennych doczekała się własnego logo w postaci atakującego orła i nazwy
warbook. Wszystko wskazuje więc na to, że wydawnictwo traktuje powieści wojenne jako dobrą inwestycję i nie zamierza szybko zarzucić tego pomysłu. Nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiada.
Od razu ostrzegę jednak fanów Ciszewskiego, że
Obiekt R/W0036 (wydawnictwo konsekwentnie brnie w niepraktyczne tytuły) charakteryzuje się o wiele innym nastrojem i podejściem do tematyki wojennej. Niby to samo powstanie warszawskie, ale książki są skrajnie różne. Tomasz Bukowski stworzył mroczny, brutalny horror, którego akcja osadzona jest w samym środku piekła wojny. Opowieść składa się z krótkich rozdziałów-epizodów, przez które przewija się szereg przeróżnych postaci − żołnierzy polskich i niemieckich, esesmanów, cywili, łączników i naukowców. Jak na horror przystało, autor bez sentymentu uśmierca kolejne postacie, dobre czy złe − bez różnicy. Straszliwy potwór nie odróżnia akowców od esesmanów, siepaczy RONA od członków grup szturmowych. Również zakończenie nie pozbawia żadnych złudzeń − to nie jest hollywoodzka historia, w której dobro triumfuje nad złem.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Nietypowym jak na horror rozwiązaniem jest zdradzenie czytelnikowi już na samym początku, czym jest potwór szalejący w kanałach w trakcie powstania. Informacja nie tylko pojawia się już na pierwszych stronach powieści, ale znaleźć ją można także w okładkowym blurbie. Bestia została wykreowana poprawnie, choć jednocześnie nie wprowadza nowej jakości do kanonu gatunku. O wiele ciekawsza jest alegoryczna rola potwora. To żywioł wojny i towarzyszącego jej zniszczenia, który pochłania wszystkich na swej drodze. Może zostać powstrzymany i uwięziony, ale tylko do czasu, gdy ktoś ponownie wyzwoli jego przerażające siły. Bestia symbolizuje mord, gwałt, okrucieństwo, tortury, wszystko, co najgorsze w wojnie. Groteskowe i makabryczne opisy śmierci (przypominające mi momentami styl Stephena Kinga) dopełniają obrazu powieści.
Obiekt… jest zdecydowanie bliższy podgatunkowi
gore, niż pełnym suspensu powieściom grozy, w których pozornie nic się nie dzieje, a jednak gęsia skórka pojawia się na plecach. Jednak w połączeniu z brutalnymi scenami walk rodem z
Szeregowca Ryana, wyłania nam się mroczna opowieść, w której nie wiadomo, kto jest bardziej przerażający − człowiek czy bestia. Jest to moim zdaniem spora zaleta książki. Nie oszukujmy się, powieść Bukowskiego to wciąż literatura rozrywkowa, której podstawowym celem jest nas zabawić, jednakże chwila refleksji towarzysząca lekturze stanowi miły dodatek.
Nie jest to jednak dzieło pozbawione wad. Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie, że bohaterowie z AK są gorzej wykreowani, niż naziści. Myśliwy i awanturnik, Worenman, doktor Paulsen z Deutsches Ahnenerbe czy nawet sadysta Kronberg są postaciami lepiej zarysowanymi i bardziej barwnymi od powstańców. Z tych "dobrych" zapamiętałem Nowakowskiego, który jest głównym bohaterem po stronie AKowców oraz cichociemnego Wołosa. A, i jest jeszcze fenomenalny żydowski saper Bauman − rola epizodyczna, ale o wiele lepsza od wielu innych powstańców, przewijających się tu i ówdzie w toku opowieści. Ten element zdecydowanie można by poprawić. W końcu od książki pisanej "przez Polaków, dla Polaków" mam prawo wymagać, by Polacy byli równie ciekawymi bohaterami, jak Niemcy.
Kilka kolejnych zgrzytów odnajdziemy w fabule. Po pierwsze, tempo rozwoju opowieści jest zbyt wolne. Chociaż w powieści dużo jest scen akcji, nie popychają one wydarzeń do przodu. Wiele krwi w kanałach upływa, zanim obie strony krwawego konfliktu zaczynają coś robić, by powstrzymać potwora. Historia sama w sobie nie jest może genialna, ale opowiedziana z właściwą werwą, potrafiłaby wciągnąć każdego. Brakuje też zakończenia z odpowiednim wykopem (może niespodziewanym zwrotem akcji), które postawiło by kropkę nad "i". Nie żeby autor nie próbował. Jednakże ostatnia scena nie jest przesadnie zaskakująca, a i w historii samej bestii zabrakło tego czegoś, co by postawiło tytułowy obiekt na równi z najstraszniejszymi potworami popkultury.
Choć powieści Ciszewskiego i Bukowskiego są od siebie bardzo różne (łączy je przede wszystkim tematyka wojenna), mają jedną, wspólną cechę − czyta się je szybko i przyjemnie. Mimo wymienionych wad, całą książkę "połknąłem" w kilka godzin. Jest to idealna lektura do autobusu, bądź pociągu. Wydawnictwo Sol i tym razem dobrze zrobiło, stawiając na debiutanta. Tomaszowi Bukowskiemu udało się stworzyć utwór, jakiego nie powstydzili by się "wyrobieni" pisarze. Kto wie, może i
Obiekt R/W0036 doczeka się kontynuacji?
Waszym zdaniem...