Wstrząsający pomysł, nudny thriller
Autor:
Tomasz 'Asthariel' LisekRedakcja: Marcin 'lmn' Łukasiewicz

Richard Scott Bakker jest znany przede wszystkim z odnoszącej sukcesy trylogii
fantasy Książę Nicości, co nie znaczy, że ogranicza się wyłącznie do tego gatunku. Dowodem na to jest
Neuropata – niezwykle ponury
thriller z akcją osadzoną w niedalekiej przyszłości.
Thomas Bible jest profesorem psychologii i rozwiedzionym ojcem dwójki dzieci. Rutynowy dzień na uniwersytecie zostaje zakłócony przez wizytę FBI. Agenci pokazują mu wstrząsające nagranie, na którym porwana gwiazdeczka filmów dla dorosłych dokonuje dobrowolnego samookaleczenia, jednocześnie rozkoszując się zadawanym sobie bólem. Nie jest to pierwszy taki przypadek – porwanych zostało już kilka osób, a jedynym wspólnym elementem łączącym te zdarzenia jest fakt, iż każda z nich doznała prania mózgu. Głównym podejrzanym jest Neil Cassidy, bliski przyjaciel Thomasa i umysł równie błyskotliwy jak on sam. W związku z tym Bible przyłącza się do prowadzonego śledztwa, nie wiedząc, w jak niebezpieczne rejony go ono zaprowadzi.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Występujące tu motywy wydadzą się znajome każdemu miłośnikowi kryminałów: genialny seryjny zabójca, bawiący się w kotka i myszkę ze stróżami prawa; równie inteligentny ekspert, który jako jedyny jest w stanie przewidzieć jego kolejne posunięcia; osobista rywalizacja między dwojgiem przeciwników; obłąkana logika, wedle której są popełniane zbrodnie.
Neuropata posiada wszystkie elementy, które w założeniu tworzą świetną historię o starciu dobra ze złem. Tym bardziej więc zaskakuje, że fabuła książki Bakkera wcale nie trzyma tak wysokiego poziomu, jak mogłoby się wydawać z suchego opisu – teoretycznie mamy do czynienia z
thrillerem, ale szybko staje się jasne, że intencją autora nigdy nie było stworzenie zwykłej historii z dreszczykiem.
Głównym wątkiem powieści jest bowiem Argument – teoretyczna dyskusja przeprowadzona niegdyś przez Toma i Neila, mająca na celu dowieść, że wolna wola jest fikcją, złudzeniem utworzonym przez mózg, aby nie popaść w obłęd. Właśnie to jest motywacją głównego antagonisty – udowodnienie światu swej tezy za pomocą eksperymentów na porywanych ofiarach. Pomysł niezwykle interesujący i odmienny od tego, co zazwyczaj spotyka się w kryminałach. Problem w tym, że Bakker skupił się niemal wyłącznie na tym wątku, zaniedbując pozostałe elementy książki.
Fabuła początkowo wciąga, ale im dalej, tym gorzej. Powieść szybko grzęźnie w kolejnych dywagacjach naukowo-filozoficznych, a to przez uprzejmość głównego bohatera, który koniecznie musi wytłumaczyć każdej napotkanej postaci punkt widzenia Neila. Można to zrozumieć, w końcu mowa o źródle motywacji zbrodniarza i głównym wątku całego utworu. Ale, na litość boską, czy to naprawdę musi być wałkowane tyle razy? Pierwszy "wykład" Bible'a jest bardzo interesujący, drugi nieco mniej, ale wciąż istotny dla zrozumienia tematu. Później przychodzi pora na trzeci, czwarty, piąty, a czytelnika ogarnia coraz większa irytacja. Dobra, zrozumiano, wolna wola nie istnieje, człowiek to biologiczny komputer, niechże już coś się zacznie dziać. A tu figa. Przez niemal trzysta stron akcja właściwe stoi w miejscu. Po obiecującym wstępie Thomas siedzi w mieszkaniu albo jeździ po mieście, tłumacząc agentom FBI, na czym sprawa polega, i czeka na kolejne doniesienia o zbrodni.
Nie ma tu prowadzenia śledztwa, poznawania przeszłości zbrodniarza, napięcia. Niemal wszystko zostaje nam od razu wyłożone na tacy, znamy tożsamość mordercy i jego pobudki, brak tu zagadki. Sytuacja poprawia się w ostatniej ćwiartce książki, gdzie dochodzi do kilku zaskakujących zwrotów akcji i wstrząsającego finału, który naprawdę może się śnić po nocach, jednak to za mało, by w pełni zatrzeć negatywne wrażenie z wcześniejszych rozdziałów. Należy wspomnieć, że pojawia się też jeden wyjątkowo naciągany sposób pchnięcia fabuły do przodu i jedna postać, której przeznaczono rolę
deus ex machina – jak się okazuje, całkiem niepotrzebnie.
O bohaterach da się powiedzieć tylko tyle, że są. Autorowi udała się nie lada sztuka: stworzył postacie, które są czytelnikowi całkowicie obojętne. Jeżeli już będziemy komuś współczuć, to z powodu strasznego losu, który go spotyka, a nie dlatego, że go lubimy. O Thomasie trudno wyrażać się nieprzychylnie, ale jakichś większych pozytywów też nie można się dopatrzeć. Interesujący jest jedynie Neil, ale pojawia się rzadko, większą część historii spędzając w ukryciu. Powieść jest napisana niezłym stylem, ale, ponownie, nie da się o nim napisać czegoś więcej. Język jest miejscami bardzo dosadny, a atmosfera mroczna, ponura i wyjątkowo depresyjna. Jeśli chcecie zachować dobry humor, nie czytajcie
Neuropaty.
W utworze Bakkera można dojrzeć przede wszystkim zmarnowany potencjał. Otrzymaliśmy miejscami nudny wykład o wolnej woli i psychologii a zarazem kiepski
thriller. Bohaterowie są płascy, fabuła nie wciąga, zwrotów akcji przez większość czasu brak, śledztwa jako takiego również.
Neuropata jest nośnikiem myśli autora, jednak nietrudno oprzeć się wrażeniu, że jako opowiadanie całość wypadłaby znacznie lepiej.
Waszym zdaniem...