Autor:
Wojciech 'Wojteq' PopekRedakcja: Małgosia 'Malgosia' Wilczyńska

Truizmem będzie stwierdzenie, że ciężka jest dola debiutanta. Po pierwsze - grozi mu pobłażliwość ze strony czytelników i krytyków w myśl zasady "jeszcze się uczy", co w konsekwencji może zaowocować permanentną etykietką "nowicjusza". Druga możliwość to bezwzględność środowiska w wyszukiwaniu błędów – autor może być pewien, że nie omieszkają oni wytknąć mu ich na licznych forach internetowych, listach dyskusyjnych czy choćby w komentarzach pod recenzjami. Z obu scenariuszy ten drugi wydaje się mniej szkodliwy – twórca poważnie traktujący czytelników i siebie samego z uwagą wysłucha zarzutów, wyciągnie wnioski i w następnym dziele poprawi usterki. Wniosek jest jeden – debiutując, trzeba przygotować się na trudny okres oczekiwania na publikację i reakcję czytelników. Krzysztof Piskorski po bardzo udanym
Wygnańcu atakuje drugim tomem pt.
Najemnik. Choć powyższe rozważania niezbyt już pasują do
Najemnika, to dla mnie jego autor wciąż jest debiutantem i dopiero pracuje na swoją renomę. Jak zatem wywiązał się z zadania i na jaką zasłużył "etykietkę"?
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Od pierwszego wejrzenia książka robi dobre wrażenie. Okładka, utrzymana w tak nietypowym dla Wydawnictwa Runa jasnokremowym kolorze, sprawia wrażenie schludnej. Ilustracja na froncie, jak się później okazuje, została doskonale dobrana do treści powieści i w miarę postępów w czytaniu poświęca się jej coraz więcej czasu, odgadując kogo przedstawia rysunek. Do jakości wydania nie mam żadnych zastrzeżeń, choć korekta mogłaby być nieco dokładniejsza – nie chodzi tutaj o nieliczne literówki, co raczej o niepoprawne stosowanie zaimka "tę". Z uporem godnym lepszej sprawy pojawia się niepoprawna formą "tą". Ponadto kilka zdań okazało się nielogicznych i w konsekwencji trudnych do zrozumienia. Na szczęście nie przeszkadza to za bardzo w odbiorze powieści.
Pora skupić się na meritum, czyli fabule. Kashim, Święty Jeździec, zostaje wygnany z Ocalonej Krainy i razem z Brenvanem, rycerzem z Północy, ucieka przed gniewem sług Proroka i własnym, prześladującym go, przeznaczeniem. Niejako równolegle jesteśmy świadkami przemian, jakie następują w Tel'Halik. Grupa wywrotowców organizuje zamach na Proroka, a pasza, przełożony Świętych Jeźdźców, zostaje ciężko ranny w skrytobójczym ataku. Jakby tego było mało, tajemnicza postać ukrywająca swe oblicze pod maską wpływa na decyzje najwyższych władz miejskich, działając szantażem, strachem i przemocą. Sam Prorok rozpoczyna formowanie armii, jakiej Ocalona Kraina nie widziała. Słowem, wydarzenia wrą w wielkim kotle, którego wyłącznym przeznaczeniem jest wykipieć. Podczas lektury jednego rozdziału możemy być świadkami kilkunastu wydarzeń w bardzo odległych częściach kontynentu. Należy zauważyć, że w najmniejszym stopniu nie przeszkadza to w odbiorze powieści. Tempo akcji zostało tak dobrane, by można było wszystko na bieżąco sobie układać, jednocześnie nie tracąc orientacji w wydarzeniach. Jedynym zarzutem, jaki pojawił się podczas lektury, to zbyt często stosowane przez autora, znane choćby z oper mydlanych, tzw. "zawieszenie akcji" i przeskok w miejsce, gdzie dzieje się mniej i wolniej. Można się złościć na taki wybieg, ale w ostatecznym rozrachunku należy zrozumieć Krzysztofa Piskorskiego – wszakże z wypiekami na twarzy oczekujemy na kolejną opowieść.
Rzeczą, która prawdziwie urzekła mnie w
Najemniku, to kreacja świata. Już na pierwszy rzut oka widać, że Ocalona Kraina wzorowana jest na świecie arabskim z dużymi wpływami kultury beduińskiej. Autor po mistrzowsku odwzorował archetypiczne pustynne miasto z charakterystycznym targiem i wszechobecnymi wielbłądami. Zwrócił uwagę nawet na kolorowe baldachimy nad straganami sprzedawców. Opis jest tak plastyczny, że nikt nie powinien mieć problemów z wyobrażeniem sobie Duzzaha (uczonego-kapłana) czy wnętrza świątyni. Do tego należy dołożyć bogato nakreślony świat zwyczajów i tradycji dopełniający kolorystyki. Północ – ojczyzna Brendana – znacznie bardziej przypomina średniowieczną Europę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Mamy ciemiężonych chłopów feudalnych, nadętych szlachciców i ograniczonych umysłowo włodarzy ziemskich, na każdą nowość reagujących wrogością. Nie oznacza to, że kraj ów jest przez to mniej barwny – po prostu światów opartych o Wieki Średnie było już tyle, że pojawienie się kolejnego nie staje się już ekscytującym wydarzeniem.
Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, którego istnienie uderzyło mnie dopiero na samym końcu powieści. Co prawda na tylnej okładce tomu można było przeczytać o „zderzeniu cywilizacji” i sile, z jaką ta historia oddziaływuje na czytelnika, ale wziąłem to za slogan reklamowy. Okazało się to błędem. Podświadomie uznałem Ocaloną Krainę za "imperium zła", nie mogąc pozbyć się maniery porównywania jej z realnym światem arabskim i nieprzyjemnościami, jakie spotykają różnych ludzi z jego strony. Pomimo terroru jaki charakteryzuje ojczyznę Kashima, w zestawieniu (kontrastowym!) z północą, przestajemy być pewni co do "czerni i bieli". Piskorski świadomie konfrontuje ze sobą takie zagadnienia jak edukację, traktowanie poddanych, opiekę lekarską, obyczaje czy nawet religię z „obu stron barykady”. Ku memu zdziwieniu, dotychczasowe swobodne szafowanie terminem "barbarzyńca" staje się coraz trudniejsze. W końcu musiałem sobie zadać pytanie: kto tak naprawdę jest dzikusem?
Czy warto poświęcić czas na
Najemnika? Uważam, że tak. Napisze nawet więcej – gotów jestem zaryzykować stwierdzenie, że niniejszym miałem okazję obcować z najlepszym debiutanckim cyklem w mojej czytelniczej karierze. Polecam wszystkim tym, którzy szukają w szeroko pojętej literaturze fantastycznej czegoś więcej, niż efektownych walk i smoków. Z całą odpowiedzialnością daję ocenę najwyższą z możliwych, nawet pomimo nieco niesprawnej korekty, i czekam na następny tom.
Waszym zdaniem...