Krzepiąca podróż do innego Świata Kuli
Autor:
Piotr 'Rebound' BrewczyńskiRedakcja: Michał 'Thoctar' Małysa

Na wiadomość, że Terry Pratchett napisał coś, co nie jest kolejną częścią
Świata Dysku, zareagowałem z umiarkowaną radością. Nie wiedzieć czemu, moja wiara w twórcę najpopularniejszej płaskiej "planety" we Wszechświecie sięgała tylko tak daleko, jak jej brzegi. Wątpliwości pogłębiał fakt, że akcja
Nacji miała być osadzona na Ziemi, nieco tylko zmienionej i dostosowanej do wizji autora.
Kiedy zobaczyłem
Nację w wydaniu oryginalnym, zastanawiałem się tylko chwilę, po czym zakupiłem coś, co wydawało mi się sprawdzoną marką. Nabyłem angielską wersję
Świata finansjery... i mocno się zawiodłem, o czym pisałem w recenzji polskiego wydania tego tytułu. Z tym większą obawą sięgnąłem więc po polskie wydanie
Nacji, wydane w międzyczasie nakładem wydawnictwa Rebis.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Książka nie porwała mnie od początku, chociaż stało się tak zapewne tylko dlatego, że zacząłem ją czytać... w samochodzie, który akurat prowadziłem. Na szczęście otoczenie szybko się zmieniło, a ja po kilkudziesięciu stronach lektury nagle zorientowałem się, że czytam już od godziny. Stało się coś, co Pratchett był w stanie zrobić ze mną kiedyś. Mianowicie –
Nacja niesamowicie mnie wciągnęła.
Najnowsza książka Pratchetta opowiada o losach chłopca, zamieszkującego miejsce, które na alternatywnej Ziemi jest odpowiednikiem naszej Mikronezji. Mau poznajemy w przeddzień jego wejścia w dorosłość, który to dzień – na jego nieszczęście, choć może nie do końca – nigdy nie następuje... A przynajmniej nie w części dotyczącej rytuału z nożem, podczas którego nie wolno krzyknąć. Wielka fala zalewa rodzinną wyspę chłopaka, zostawiając po sobie jedynie śmierć, zniszczenie, a także kilka solidnych kawałów drewna, składających się na całkiem słusznej wielkości statek. Na statku tym, jak łatwo się domyśleć, Mau znajdzie kogoś, kto zmieni całe jego życie i sprawi, że nóż, rytuał i inne sprawy zupełnie przestaną go zajmować.
Nacja to klasyczna opowieść z czytelnym morałem, którą można określić po prostu jako pouczającą baśń. Idealnie nadaje się na prezent dla naszego młodszego rodzeństwa, które lubi od czasu do czasu oderwać się od komputera i sięgnąć po książkę. Jednak także dorosły czytelnik wyciągnie z powieści coś dla siebie. Po skończonej lekturze czułem się pełniejszy i odrobinę szczęśliwszy, bowiem
Nacja ma w sobie coś takiego, co po dniu ciężkiej pracy potrafi w mig odbudować morale i dobry nastrój.
Historia zapisana piórem Terry'ego Pratchetta, pomimo iż bazująca na znanych schematach, jest naprawdę ciekawa. Tak naprawdę jednak, wciąż pozostaje ona tylko interesującym tłem dla rozważań bohaterów i zmian w nich zachodzących, dotykających praktycznie wszystkich sfer ludzkiego życia, na czele z religią.
Nacja to przede wszystkim opowieść o sferze duchowej, choć pozbawiona wydumanego moralizatorstwa i słownictwa, którym posługują się tylko doktorzy habilitowani. Tak jak pod koniec książki zaznacza sam autor,
Nacja wymaga myślenia, choć skłania do niego naturalnie i samoistnie.
Ostatnim miłym zaskoczeniem była osoba tłumacza. Czytelnicy przyzwyczajeni do Piotra W. Cholewy nie mają się czego bać – Jerzy Kozłowski spisał się bardzo dobrze, także w przypadku charakterystycznych dla twórczości Pratchetta gier słownych. Całości pozytywnego wrażenia dopełnia oczywiście twarda okładka z lakierowaną obwolutą i klimatyczną ilustracją.
Nacja to książka naprawdę dobra, łącząca najlepsze skojarzenia z bajkami z dzieciństwa, opowieść przygodową i wejrzenie w głąb ludzkiej duszy. Nie da się nie skorzystać na jej lekturze, dlatego wszystkich wątpiących w to, czy Pratchett sprawdza się poza Światem Dysku, namawiam – sięgnijcie po
Nację, a nie pożałujecie.
Waszym zdaniem...