Autor:
Tomasz '!Blob!' Dzierżek

Nigdy nie słyszałem o Scottcie Bakkerze. Nic dziwnego - w końcu recenzowana poniżej pozycja to jego debiut. Sam tytuł
Mrok, który nas poprzedza również niewiele kojarzyłem. Byłem zdziwiony tym bardziej, gdy dotarły do mnie pierwsze głosy zachwytu. Nie bez wątpliwości zabrałem się do czytania. Moje podejrzenia dotyczące wybitności tego dzieła zdawały się potwierdzać pierwsze rozdziały. Ot - kolejny świat, kolejna apokalipsa i kolejni bohaterowie.
Mrok, który nas poprzedza zaczyna się okropnie. Poznajemy jednego z bohaterów, nudzimy się z nim nieco i po chwili gubimy na większą część książki. W międzyczasie zostaje nam przedstawionych wiele innych postaci, które wprowadzają mniejszy, bądź większy chaos.
Chaos to również dobre słowo na określenie fabuły. Teoretycznie wszystko jest proste - Maithanet, przywódca Tysiąca Świątyń, ogłasza świętą wojnę przeciwko okupującym od setek lat święte miasto fanimom, a ta natychmiast staje się areną politycznych rozgrywek pomiędzy Cesarstwem Nansurskim, Tysiącem Świątyń, kilkoma szkołami magii i pomniejszymi państwami. Wszystko to tworzy bardzo intrygującą i tajemniczą całość. Współczesna polityka to przy tym jak kółko i krzyżyk przy Go.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Interesujący jest sposób ukazania tej historii. Poznajemy ją w większej części poprzez pomniejszych, ale licznych, bohaterów reprezentujących niższe i średnie warstwy społeczne - są to żołnierze, szpiedzy... Nawet, gdy ktoś jest bardzo ważny (na przykład przywódca barbarzyńskiego plemienia), mamy wrażenie, że jest tylko pionkiem. Czasami autor sięga wyżej i daje nam poczuć klimat dworskich intryg cesarstwa. Równie sporadycznie mamy do czynienia z walką, która jest kwintesencją świętej wojny. Opisana jest zaledwie jedna potyczka, a reszta bywa tylko wspomniana.
Postaci jest wiele, a intryga - bardzo rozbudowana. Szaleństwem byłyby próby jej streszczenia, tym bardziej, że co chwila zmieniamy osobę, z której punktu widzenia historia jest opisywana. Dość powiedzieć, że fabuła jest naprawdę ciekawa i Bakkerowi należą się gratulacje za interesujące jej prowadzenie. Poza pierwszą setką stron, książka napisana jest bardzo dobrze i nie nudzi. Warto przebić się szybko przez te pierwsze rozdziały, by utonąć w morzu dyplomacji, wojen i intryg. Owszem, zdarzają się sporadycznie krótsze, nudniejsze fragmenty, ale praktycznie zawsze niwelowane są przez te niezwykle emocjonujące.
Na początku bardzo interesującą (a później irytującą) manierą jest częste umieszczanie w treści myśli bohaterów, w formie krótkich akapitów pisanych kursywą. Pomysł dobry i faktycznie sprawdza się na początku, gdy mamy do czynienia z jedną postacią. Problem leży w tym, że w jednym rozdziale autor zajmuje się wieloma bohaterami. Myśli przedstawia z punktu widzenia tego, z którego pozycji w danej chwili spogląda na świat. Z tym zabiegiem bezpośrednio łączy się fakt, że, w wyniku zmiany bohatera, co kilka stron (czasem nawet co parę akapitów!), powstaje spore zamieszanie. Moim zdaniem Bakker nieco przesadził, nawet jeśli poszczególne części tekstu są oddzielone graficznie.
Idąc dalej tą drogą, chciałbym ponarzekać na imiona bohaterów. Rozumiem, że wprowadzając odmienność kulturową poszczególnych nacji trzeba je jakoś od siebie odróżnić. Tym bardziej, że świat w
Mroku... jest bardzo duży. Zdaję sobie sprawę, że oryginalne nazwiska brzmią lepiej. Główni bohaterowie jeszcze wpasowują się w granice przyzwoitości, ale o całej reszcie można myśleć jedynie jako o "tym na K", "tym na C", czy "tym z długim nazwiskiem". Podobny zarzut mam do nazw frakcji, szkół magii i nacji. Przez większą część powieści zdarzało mi się mylić fanimów i inrithich (nawet teraz pisząc to zdanie zmuszony byłem sięgnąć po książkę). Nie dlatego, że słowa wyglądają podobnie, tylko z powodu niewyraźnego i pobieżnego ich opisania w treści. To samo wrażenie dezorientacji miałem, gdy wspominana była któraś ze szkół magii. Chwała autorowi za glosariusz, ale moim zdaniem takie pomoce w ogóle nie powinny być potrzebne.
Ciężko jest mi ocenić
Mrok... jako całość, bowiem nie opowiada ona całości historii. To pierwszy tom trylogii. Jakże wolę cykle, w których każdy odcinek stanowi odrębną, kompletną opowieść. Jak bardzo chciałbym przeczytać całego
Księcia Nicości za jednym zamachem. Ta opowieść naprawdę ma potencjał - urywa się jednak w momencie "wyruszenia z Bree", że odniosę się tutaj do
Władcy pierścieni. Było nudno, już jest ciekawie, ale przecież to dopiero początek. Pragnę więcej, ale jednocześnie widzę pewne usterki.
Po głębszym zastanowieniu jestem zmuszony postawić zaledwie trzy z plusem.
Mrok, który nas poprzedza to niezłe wprowadzenie do większej opowieści, ale niestety ma trochę błędów, z nudnym początkiem i urwaniem opowieści w najbardziej interesującym momencie, jako głównymi zarzutami.
Tytuł: Mrok, który nas poprzedza (The Darkness That Comes Before)
Cykl: Książe NicościTom: 1
Autor: R. Scott Bakker Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawca: Wydawnictwo Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2005
Liczba stron: 500
ISBN-10: 83-89004-83-6
Oprawa: miękka
Wymiary: 135 x 205 mm
Cena: 35,00 zł

g(16514454)a(1683317))
Waszym zdaniem...