Przez Piekarę
Autor:
Bartosz 'Zicocu' SzczyżańskiRedakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Zbiory przekrojowe, których zadaniem jest skrótowe przybliżenie twórczości danego autora, to zjawisko o dwóch obliczach. Z jednej strony nie sposób nie żałować, że czytelnik traci szansę na porównanie tekstów podobnych tematycznie, zestawienie ich ze sobą, ocenienie każdego przez pryzmat pozostałych. Z drugiej, zyskuje szerszą perspektywę, może docenić wszechstronność pisarza, znaleźć coś dla siebie.
Mój przyjaciel Kaligula to antologia, która umożliwia czytelnikom zapoznanie się z tekstami Jacka Piekary. Znając pisarza całkiem nieźle, postanowiłem przeczytać zbiór z kronikarskiego obowiązku – nie spodziewałem się, że cokolwiek mogłoby mnie zaskoczyć.
Antologię podzielono na kilka części. W każdej znajdują się teksty poruszające podobne tematy: w
Żarnach historii odnajdziemy opowiadania związane mocno z historiografią, historiozofią, polityką i socjologią. Ten rozdział zbioru przepełniony jest kontrastami. Otwiera go tytułowe opowiadanie, w którym dostrzegam dwa naprawdę mocne punkty: protagonistę i bohatera tytułowego. Szalone zło, które ukrywa się w Marku i megalomański obłęd Kaliguli są ukazane doskonale. Niestety, nie maskuje to nudy, którą wywołuje przeciętna fabuła.
Żarna historii zamyka
Jak ja was, kurwy, nienawidzę – zdecydowanie najsłabszy tekst
Mojego przyjaciela Kaliguli. Autor manifestuje w nim swe poglądy polityczne – i niewiele więcej. Opowiadanie jest nudne jak flaki z olejem, całkiem niezły pomysł nie został rozwinięty, a politykierstwo odraża, bez względu na przekonania czytelnika. O dziwo, w tym samym rozdziale znajdują się dwa naprawdę fascynujące teksty.
Arachnofobia i
Stowarzyszenie Nieumarłych Polaków zaskakują rozmachem wizji, doskonale wykreowanymi bohaterami i – co u Piekary raczej nietypowe – spokojną narracją. Oba opowiadania robią ogromne wrażenie i właściwie jedynym, co może się nie podobać, jest zakończenie drugiego utworu – troszkę zbyt filmowe, nadęte.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
W
Piekle, niebie, ziemi nie znajdziemy już opowiadań o tak zróżnicowanym poziomie. Każdy tekst ma coś, dla czego warto się z nim zapoznać.
Operacja Orfeusz, choć nie należy do najmocniejszych punktów antologii, zadziwia interesującą wizją piekła i refleksjami, jakie można na jej podstawie snuć. Podobnie sprawa wygląda z
Wśród ludzi – nawet jeśli komuś nie spodoba się wyjściowy pomysł, narracja czy kreacja bohaterów, musi docenić jak głębokie niesie on przesłanie, jak wiele można wynieść z lektury. Natomiast dwa ostatnie opowiadania tej części to majstersztyki.
Dom na Krawędzi Ciemności przeraża bezlitosnością protagonisty i smutkiem bijącym z każdej strony.
Życie to śmierć, śmierć to życie to zdecydowanie najbardziej tragiczny i przejmujący tekst
Mojego przyjaciela Kaliguli. Ciekawa narracja i uderzająca pointa tworzą zestaw, obok którego nie sposób przejść obojętnie.
Obce światy nie porywają. Część zawierająca opowiadania osadzone w klasycznych uniwersach fantasy i science fiction niczym nie zaskakuje, nie wymaga od czytelnika zbyt wiele wysiłku, nie niesie tak ważnych treści, jak najlepsze spośród tekstów zawartych w
Moim przyjacielu Kaliguli.
Taniec na falach jest przewidywalny i wygląda raczej na literacki hołd niż pełnoprawny utwór;
Zawsze pan Dawn to prościutka impresja, która kończy się zanim na dobre się zacznie; w
Mądrości głupców jedynym elementem wartym uwagi jest interesująca puenta, choć i ona nie powala. Najciekawszym opowiadaniem tego rozdziału jest
Śmietnikowy dziadek i Władca Wszystkich Smoków. Tekst oparty na świetnym pomyśle, a wnioski, jakie można wysnuć z lektury, wywołują na czytelniczej twarzy wyraz zmieszania – i pewnie o to właśnie autorowi chodziło.
Love story to rozdział, co do którego najłatwiej mieć wątpliwości – przed lekturą. Piekara piszący o miłości? Autor, który ukochał kontrowersje? Mistrz ostrego i dosadnego pióra? Okazuje się, że twórca Mordimera potrafi opowiadać o uczuciach całkiem nieźle, choć robi to w typowym dla siebie mocnym, wyrazistym stylu.
Zielone pola Avalonu nie urzekają – niby jest tu wszystko, czego można oczekiwać od takiego tekstu: intrygujący bohaterowie, ważny problem społeczny, niespodziewane zakończenie; byłem jednak rozczarowany sposobem, w jaki Piekara wprowadza wątki fantastyczne. Brzytwa Lema pocięłaby opowiadanie na kawałeczki – i choć nie jestem jej fanatycznym zwolennikiem, to z chęcią zastosowałbym ją na
Zielonych polach Avalonu. Za to
Piękna i bestia to doskonała robota - niesie tak wielki ładunek emocjonalny i jest tak wzruszające, że nie da się nie wsiąknąć w rzeczywistość wykreowaną przez Piekarę. Równie dobre jest
Świat jest pełen chętnych suk, w którym pisarz bezlitośnie krytykuje konsumpcyjny stosunek do życia. Niestety, bardzo mocne, dosadne opowiadanie zostało rozmiękczone zakończenie, całkowicie przeczące temu, co czytelnik może wysnuć z lektury – efekt zaplanowany przez autora, który wyszedł słabo.
Zostałem totalnie zaskoczony. Spodziewałem się zbioru prostych opowiastek, wśród których ciężko będzie wyłuskać coś oryginalnego, ciekawego. Moje negatywne nastawienie wypływało zapewne z nudy, która zagościła w losach Mordimera, ale okazuje się, że Piekara jest pełen pomysłów. W
Moim przyjacielu Kaliguli udowadnia to na prawie każdej stronie – jeśli jesteście miłośnikami polskiej fantastyki i nie znacie tych tekstów, to koniecznie zaopatrzcie się w tę antologię.
Dziękujemy księgarni
Selkar za udostępnienie książki do recenzji.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...