Relacja z konferencji z George'em R.R. Martinem
Autor: Mateusz 'Moteuchi' Dąbrowski, Staszek 'Scobin' Krawczyk
Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk
Ned Stark? Cóż, ludzi powinna poruszać śmierć postaci, powinni czuć się źle, gdy bohater, w którego zainwestowali swoje uczucia, którego lubili, być może nawet kochali, umiera. Powinni czuć żal po jego utracie; chcę, żeby poczuli się tak, jakby ktoś ich kopnął w jaja. Powinni mieć wrażenie, jak gdyby umarł ich przyjaciel, ojciec, brat – ważna dla nich osoba. Literatura, która nie wywołuje takich emocji, nie spełnia swojego zadania.
15 czerwca w warszawskim hotelu Bristol odbyła się konferencja prasowa jednego z największych twórców współczesnej epickiej
fantasy – George'a R.R. Martina, autora cyklu
Pieśń lodu i ognia, na podstawie którego powstał głośny serial
Gra o tron. Nie zabrakło również przedstawiciela HBO i reprezentanta wydawnictwa Zysk i S-ka. Zaskakująco niska za to była frekwencja: na liście zaproszeń widniało około dwustu nazwisk, a w salce pojawiło się może czterdzieści osób. W dodatku blisko połowę stanowiła ekipa fotograficzno-filmowa.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Na pierwszy ogień poszło pytanie, czemu pisarz, który porusza współczesne problemy, wybrał akurat konwencję
fantasy. Martin zaczął odpowiedź od stwierdzenia, że aktualna tematyka interesuje go tylko w bardzo ogólnym zarysie. Pisze o polityce, władzy, naturze ludzkiej, lecz nie chce tworzyć alegorii współczesności. Czemu zaś akurat fantastyka? Bo ją kocha. Przez całe życie pisał
fantasy,
science fiction,
horror i ich kombinacje. Czytanie fantastyki sprawiało mu przyjemność już wtedy, kiedy był dzieciakiem z New Jersey – a przecież powinno się pisać to, co samemu się chce przeczytać.
Następna wątpliwość dotyczyła planowanej wielkości sagi. Miała się skończyć na czterech tomach, teraz wiadomo już o siedmiu – czy można się więc spodziewać kolejnego przedłużenia cyklu? Martin odrzekł wymijająco, że taka szansa istnieje zawsze, więc woli unikać ostatecznych deklaracji; w dodatku liczba tomów
Pieśni… nie jest najważniejsza, to zawsze będzie ta sama opowieść. Pociesza go zresztą myśl, iż to samo przydarzyło się Tolkienowi, którego
Władca Pierścieni miał być jedynie
sequelem Hobbita.
"W tej chwili myślę, że skończę na siódmym tomie. Mogę się mylić, ale i mogę mieć rację. Siedem to dobra liczba, mamy w końcu siedem królestw, siedem bogów i teraz siedem książek".
Czy zatem zabrał się już za ostatnią część? Owszem, jednak obecnie ma sporo innych rzeczy na głowie. Promuje zarówno serial, jak i najnowszą książkę (
A Dance with Dragons), zajmuje się kolejnymi odcinkami telewizyjnej
Gry o tron – pisanie w pełni zacznie prawdopodobnie dopiero zimą. Przy okazji Martin zdemitologizował swoją rolę na planie filmowym – stara się bywać na zdjęciach, jednak nie zawsze ma czas, bierze udział w dyskusjach, ale nie ma decydującego głosu, a niektóre pomysły ekipy HBO dotyczące rozwoju akcji uważa za lepsze od swoich.
Nie mogło również zabraknąć pytania o negatywne reakcje widzów serialu na śmierć Eddarda Starka. Pisarz odparł, że są dwie grupy odbiorców
Gry o tron. Członkowie pierwszej z nich, czytelnicy cyklu od ponad dekady, zareagowali na egzekucję bardzo podobnie do grupy drugiej, która poznała Westeros dopiero na ekranie. Gdyby HBO nie zabiło Neda, serial straciłby pierwszą część widowni. Co więcej, celem literatury jest wzbudzanie emocji – dobrze, że również w serialu się to udało.
Pytano także o wpływ aktywności internetowej Martina (prowadzonego bloga i obecności w portalach społecznościowych) na jego twórczość. Okazało się, że pisarz jest komputerowym dinozaurem. Tylko po to zachowuje konto na Facebooku, aby pseudofani podający się za pisarza nie wprowadzali ludzi w błąd. Nie umieszcza też osobiście w sieci rzeczy, którymi chce się dzielić z fanami, ale ma od tego ludzi. Wracając do sedna pytania, autor przyznał, że choć stara się być wolnym od takich wpływów, to jednak w rzeczywistości jest to niemożliwe.
Konferencja zakończyła się wypowiedzią na temat przyszłości epickiej
fantasy. W roli innowatorów gatunku Martin wymienił z nazwiska Scotta Lyncha, Daniela Abrahama i Joego Abercrombiego. Stwierdził zarazem, że również wielu innych autorów pisze znakomite książki, nie kopiując jednak Tolkiena. Chociaż ten ostatni jest przypuszczalnie ulubionym pisarzem Martina, to kolejni naśladowcy opowieści o Czarnym Panu przędą coraz słabiej. Nadszedł czas na nową, nietolkienowską, epicką
fantasy.
Tym dość odważnym, ale chyba słusznym stwierdzeniem zakończyła się konferencja prasowa z George’em Martinem. Warto jeszcze odnotować, że pisarz przy różnych okazjach bardzo chwalił serial, ekipę HBO i aktorów. Wizyta Martina w Europie ma poniekąd charakter promocyjny, trudno więc się temu dziwić.
Zysk zapowiedział, iż wydawnictwo ma nadzieję na więcej takich spotkań z zagranicznymi autorami. Oby!
Waszym zdaniem...