Czyli "produkcyjniak" o żywocie imperialnego inkwizytora
Autor:
Michał 'Grabarz' SołtysiakRedakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

Copernicus Corporation jest wydawnictwem znanym na polskim rynku z wydania
Cyberpunk 2020 oraz drugiej edycji
Warhammera FRP. Poza typowymi grami fabularnymi wydawnictwo to dostarcza także na nasz rynek wydawniczy książki ze świata gier
Warhammer Fantasy i
Warhammer 40.000. Pozycje te wprawdzie są widoczne pomiędzy książkami na księgarnianych półkach, ale panuje powszechny stereotyp, że nie jest to dobra literatura. Określa się ja mianem "produkcyjniaków", czyli książek, które mają na celu wyciągnięcie od miłośników tych gier jeszcze trochę pieniędzy. Opinia ta często jest potwierdzana jakością niektórych z tych pozycji, ale czasem stereotyp ten jest krzywdzący. Dodatkowo pojawia się pytanie, czy można takie ksiązki oparte na fabule gier traktować jak normalną literaturę i tak samo je oceniać.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Jednym z lepszych autorów piszących o uniwersum warhammerowych gier, jest Dan Abnett. Człowiek orkiestra, który najbardziej znany jest jako scenarzysta komiksów, ale ma również na koncie kilkanaście książek. Jego zaś sympatia do uniwersum
Warhemmera 40.000 jest szeroko znana.
Malleus jest drugim tomem jego cyklu o inkwizytorze Gregorze Eisenhornie, który za główny cel obrał sobie wyplenienie całego zepsucia Bogów Chaosu, nawet na przekór swoim przełożonym i reszcie świata czterdziestego millenium. Jako ostatni sprawiedliwy, w świecie Kosmicznych Marines i pomiotu Chaosu, podróżuje od planety do planety w poszukiwaniu renegata spośród swoich braci, a dodatkowo jeszcze tropi Cherubaela - demona Chaosu, którego spotkał lata temu i nie udało mu się go pokonać. Jakby tego było mało, na skutek intryg zostaje niesłusznie oskarżony o herezję i nagle znajduje się w roli tropionej zwierzyny.
Nie jest jednak sam, gdyż otacza go cała galeria pomocników - od inkwizytorskich kadetów po mistrzów miecza i podstępu. Z nimi to zwiedzi pustynne planety i święte miejsca dla Imperium Ludzi w uniwersum
Warhammera 40.000. Fabuła standardowa, ale w kwestii powieści ze świata gier liczy się zazwyczaj wykonanie. Pewna sztampowość jest wymagana.
Jak na powieść z gatunku
space opera, mamy tutaj masę walki, dziwne światy i egzotyczne zwyczaje, a także przepajający całą książkę duch militaryzmu. Dla osób znających świat gry, będzie tu masa znanych elementów, które powodują, że
Warhammer 40.000 ma tylu fanów. Pytanie, czy wolno podchodzić do
Malleusa jak do normalnej powieści?
Umieszczenie akcji w kontekście fabuły gry powoduje, że bez znajomości uniwersum i stylistyki bohaterów Inkwizycji oraz Kosmicznych Marines wiele elementów fabularnych nam umknie, bo będą mało zrozumiałe. Niewiele mamy tutaj opisów, które tłumaczyłyby terminy ze świata, co powoduje pewną hermetyczność
Malleusa, a to odbiera mu czytelników. Zamykanie się zaś w kręgach czysto fanowskich powoduje właśnie najwięcej oskarżeń o to, że to grafomania i próby wyciskania większej ilości pieniędzy z kieszeni oddanych wielbicieli systemu.
Podobnie jest z kwestią bohaterów. Inkwizytor Gregor Eisenhorn został stworzony jako postać ikoniczna, prawie pozbawiona słabości, która wychodzi cało z największych tarapatów. Widać, że autor tworzy scenariusze do komiksów, bo Eisenhorn z łatwością mógłby wpasować się w stylistykę bohaterów powieści graficznych. To odrobinę psuje wrażenia z lektury, ale za to idealnie wpasowuje się w klimat gry, o świecie której opowiada
Malleus. Zresztą większość z przedstawionych postaci nie ma pogłębionej charakterystyki, więc z łatwością można je uznać za archetypiczne. Przygody ich i liczne śmierci idealnie wpasowują się w klimat gier bitewnych, gdzie trup ściele się gęsto, a większość występujących postaci nie jest niczym więcej jak mięsem armatnim. Pytanie, czy jest to zabieg specjalny, by utrzymać konwencję, czy po prostu jest to tworzenie produktu, w którym miłośnicy gier bitewnych mają odnaleźć znane sobie i lubiane elementy.
Nie jestem wielkim fanem bitewniaków, nie znam na pamięć całego bestiariusza
Warhammera 40.000, ale lubię czasem pulpową literaturę.
Malleus w tym względzie łatwo uznać z proste czytadło, realizujące swoje zadanie. Jest wszystko, czego oczekiwać można po powieści ze świata gier. Problem w tym, że czytałem już inną powieść tegoż samego autora,
Rota ze świata
Warhammer FRP, gdzie postacie i fabuła były dużo lepsze i widać, że autor bardziej się przyłożył. W
Malleusie jest kilka ciekawych i plastycznych scen, dobrze się go czyta, ale często ma się wrażenie skrótów fabularnych, które nadmiernie przyśpieszają rozwój wydarzeń, by dojść jak najszybciej doprowadzić do finału. Kilka dodatkowych scen, więcej plastycznych opisów, mniej skrótów myślowych oraz lepiej rozpisany finał na pewno poprawiłyby wizerunek książki jako zgrabnego, militarystycznego czytadła. Czytając
Malleusa czułem się trochę jakbym oglądał amerykański film, gdzie pieniądze zamiast w scenariusz, poszły w efekty. W książce niestety to się nie sprawdza, tak jak na filmie.
Słowem kluczem do zrecenzowania tej ksiązki jest "dopracowanie". Brak go tutaj i tym sposobem,
Malleus nie wykorzystuje całego swojego potencjału. Ja jednak znam wiele gorszych książek, które nie opisują światów gier, a są nazywane literaturą. Generalnie jest to więc typowa lektura do pociągu i dla osób pragnących sobie poczytać dla rozrywki coś niezobowiązującego i bezpretensjonalnego. Dla miłośników
Warhammera 40.000, a szczególnie dla osób które chcą prowadzić Dark Heresy, będzie to pozycja prawie obowiązkowa, bo jest to jak dotąd najlepsza pozycja opisująca Inkwizycję w świecie
Warhammera 40.000.
Waszym zdaniem...