» Recenzje » Kroniki Kresu - Paul Stewart

Kroniki Kresu - Paul Stewart

Kroniki Kresu - Paul Stewart
Paul Stewart (pisarz) i Chris Riddell (ilustrator) to duet, który zdążył już wyrobić sobie markę na światowym rynku literatury dziecięcej. Również w Polsce nie są debiutantami, chociaż na pewno nie odnieśli u nas spektakularnego sukcesu. Nieliczni mogą obu panów kojarzyć z parodii Władcy pierścieni - wydanej pięć lat temu przez Amber trylogii Śrubziemie, czyli totalnie zakręcony świat.

Również Kroniki Kresu nie po raz pierwszy trafiają do polskich księgarń - w latach 2003-2005 ukazały się (nakładem wyżej wspomnianego wydawnictwa) trzy pierwsze tomy cyklu. Trudno jednakże powiedzieć, że podbiły one serca najmłodszych czytelników. Również ich okładki nie były szczególnie udane, gdyż – w szczególności kolorystyką – niejako krzyczały: "oto kolejna zwariowana bajka!". Pod tym względem bardzo przypominały polskie wydania książek Terry’ego Pratchetta (na przykład Zbrojnych). Jednakże, o ile w przypadku grafik Josha Kirby'ego było to zamierzone (wiązało się z charakterem powieści), o tyle w przypadku Kronik... stanowiło raczej efekt uboczny, gdyż nie sądzę, aby umyślne ozdabianie okładki czymś, co przypomina kadr z kreskówki mogło pomóc w popularyzacji powieści.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Sądzę jednak, że tym razem książki przypadną do gustu większej ilości czytelników. Przede wszystkim dlatego, że rynek literatury dziecięcej rozwija się obecnie bardzo prężnie. Bo nieważne czy ktoś lubi Harry'ego Pottera, czy nie, trzeba przyznać, że jego przygody przyciągnęły do księgarń wielu młodych ludzi. Młodzież, której literackie apetyty zostały wyraźnie rozbudzone, zaczęła rozglądać się za kolejnymi pozycjami. I właśnie na tej koniunkturze może skorzystać Egmont.

Oczywiście w kwestii treści nic się od czasów Amberu nie zmieniło. Głównym bohaterem jest Strużek, podrzutek wychowany przez rodzinę leśnych trolli, który do tej pory wiódł normalne, nudne życie. Mimo iż dom jego nowych rodziców, Łapichrustów, jest pełen ciepła i miłości, on sam zdaje sobie sprawę, że wyróżnia się spośród mieszkańców wioski. I, jak nie trudno się domyśleć, jego przypuszczenia w końcu się potwierdzają. Zawisa nad nim groźba porwania przez piratów, co zmusza go do samotnej przeprawy przez Kresobór, do chaty swojego wuja, gdzie znaleźć ma schronienie. Chłopiec jednakże zbacza ze ścieżki i od tej pory nic już nie idzie po jego myśli. Otwiera się przed nim świat pełen dziwów i niebezpieczeństw, ale przede wszystkim – świat pełen przygód.

Co więc zmienili? Przede wszystkim oprawę graficzną książek. Oba tomy Kronik... prezentują się wyśmienicie. Doprawdy, rzadko kiedy widuję tak dobre podstawowe wydanie (zazwyczaj to wersje autorskie i edycje kolekcjonerskie cieszą oczy w takim stopniu). Twarda okładka, grzbiet i rogi stylizowane na modłę starego oprawionego w skórę notatnika, a do tego świetnie dobrana czcionka (zarówno na okładce, jak i wewnątrz). Warto także nadmienić, że na ponad sześciuset stronach dwóch pierwszych części nie znalazłem ani jednej literówki (a to rzadkość!).

Również pod względem jakości papieru Za Kresoborem i Łowca burz wyróżniają się na tle innych wydawnictw (na tym polu nie dorównują im nawet amberowskie wydania dzieł Tolkiena). Grube kartki, fakturą przypominające pergamin, mają lekko piaskowy kolor, co wpływa przede wszystkim na wkomponowanie ilustracji w kolejne strony (stają się one integralną częścią każdej sceny, a nie jedynie dodatkiem do tekstu).

Skoro już przy ilustracjach jesteśmy, warto poświęcić im kilka słów, jako że są – według mnie – najmocniejszą stroną Kronik.... Po pierwsze, rzadko kiedy zdarza się, aby rysownik potrafił tak doskonale oddać styl pisarza (równie dobrze wyszło to Holly Black i Tony’emu DiTerlizzi – twórcom Kronik Spiderwick). Przedstawione scenki i postacie mają w sobie sporą dozę cudaczności, czyli cechy, która w najlepszy sposób opisuje klimat serii. Co ważne, Chris Riddell potrafi bardzo dobrze podkreślić charakterystyczne przymioty danej postaci (chodzi zarówno o aparycję, jak i usposobienie), unikając jednocześnie rysowania karykatur – wystarczy jedno spojrzenie na danego osobnika, aby bez problemu trafnie go ocenić (przykładem może być Najwyższy Akademik, którego wygląd idealnie odzwierciedla paskudny charakter).

Ilustracje są niezbędnym dopełnieniem opisów, a niekiedy je zastępują. Ma to szczególne znaczenie w przypadku Za Kresoborem, które jest tak naszpikowane najróżniejszymi stworami i roślinami, że bez pomocy pana Riddella czytelnikowi bardzo trudno byłoby wyobrazić sobie to wszystko. A o tym, że owa pomoc jest bardzo fachowa, niech świadczy fakt, iż również Neil Gaiman poznał się na talencie rysownika, zlecając mu przygotowanie dziecięcego wydania The Graveyard Book

Nie bez znaczenia jest także fakt, iż mamy do czynienia ze szkicami. Kolorów nie szczędzono jedynie na okładkach, podczas gdy w środku jest już tylko piaskowe lub czarne (otchłań za Kresem) tło i kreska ołówka. I dobrze. Dzięki temu można odnieść wrażenie, że Kroniki... to tak naprawdę kolejne tomy jakiegoś dziennika (i chyba właśnie o to chodziło Egmontowi), bogato ilustrowanego szkicami napotykanych podczas wyprawy dziwów. Gdyby były kolorowe, to nie tylko zatraciłyby wspomnianą wcześniej integralność z tekstem, ale także dobitnie podkreśliły bajkowy charakter całej historii. Tymczasem stanowią doskonałą pożywkę dla marzeń najmłodszych.

Tym bardziej, że w kwestii pobudzania wyobraźni nie ustępuje im kreacja świata Kresu. Pod tym względem Paul Stewart nie wychodzi poza kanony literatury dziecięcej - całość opiera się na stwierdzeniu: "Bardzo, bardzo daleko stąd, na krańcu świata [...] leży Kres" - ale też nie musi. Jego Never-never land to klasyczne "za górami, za lasami", pełne magii, stworów, dziwnych istot, no i przede wszystkim - przygód.

Pisząc "pełne" mam na myśli nie tyle obfitość, co istne zatrzęsienie najdziwniejszych roślin, zwierząt i humanoidów, przelewających się przez strony obu tomów (zwłaszcza Za Kresoborem), niczym wody monstrualnego wodospadu. Bez trudu można znaleźć fragmenty będące de facto wyliczeniami nazw poszczególnych gatunków zamieszkujących Kres (w szczególności podczas podróży Strużka przez Kresobór). Chlupryby, mordrzewie, smaczliwki, jędzuny, szczuraki, dziab-dziaby, banderzwierze, gobliny, ptasienice – to zaledwie nikły ułamek tego, co "zamieszkuje" strony Kronik.... Z jednej strony to dobrze, bo konsekwentnie budowany jest nastrój niezwykłości i odrębności tego świata od ziemskich realiów (napotkanie na łamach którejś z powieści jakiejś znanej nam rośliny, bądź zwykłego zwierzęcia graniczy z cudem), ale z drugiej - miejscami czytanie takich wyliczanek po prostu nuży. Owszem, gdy możemy jednocześnie podziwiać ilustracje Chrisa Riddella, stanowi to nie lada atrakcję, ale bywają momenty (na szczęście rzadkie), gdy danej nazwie nie towarzyszy żaden opis ani szkic, a wtedy można się co najwyżej zirytować.

Świat, choć bogaty, pod względem geografii nie jest ani trochę skomplikowany. Mamy w nim kilka głównych krain (ułożonych liniowo, z wyraźnymi granicami), czyli Kresobór, Mroczną Puszczę, Bagno, Podmiasto, Sanctaphrax i Kamienne ogrody. Za nimi jest już tylko Otchłań. Jednocześnie warto podkreślić, iż autor po raz kolejny wykonał ukłon w stronę najmłodszych - sugeruje, że tak naprawdę Kres znajduje się na Ziemi. Odwołuje się do tajemniczego krańca świata, o którym na pewno śni niejedno dziecko. Nawet mapka krainy, zamieszczona w książce, podpowiada nam taki tok myślenia – jej prawa strona tonie w mglistych oparach, co pozostawia pisarzowi otwarte drzwi do naszego świata.

Skoro było już o florze, faunie i geografii, czas wspomnieć co nieco o postaciach. Tutaj, podobnie jak w przypadku zwierząt i roślin, mamy do czynienia z istnym kalejdoskopem ras i gatunków. Przez kolejne rozdziały przemaszerowują całe legiony bohaterów, z których część pojawia się zaledwie na chwilę, w jakimś epizodzie, a inni zostają ze Strużkiem na dłużej (na przykład Ptasienica). Plusem na tym polu jest klarowność charakterów, przez co bez problemów możemy podzielić postacie na dobre i złe, już na podstawie jednego spojrzenia. I chociaż nieco starszym czytelnikom wydać się to może nudne, sądzę, że najmłodszym zdecydowanie ułatwi lekturę.

Problemem pozostają jednak imiona. Nie licząc Strużka, rodziny Łapichrustów, Klapsiada i im podobnych, nie można przemilczeć tego, iż niekiedy pan Stewart nieco przegina. Faszerowanie książek dla dzieci mianami typu: Vilniks Pompolnius, Arborinus Verginix, czy Zygrytius Pallinix, zdecydowanie nie ułatwia lektury. Mnie osobiście bardzo to przeszkadzało - nieraz musiałem się zastanawiać, z którym bohaterem mam do czynienia, tym bardziej, że imiona te są bardzo do siebie podobne. Rozumiem, że miały one za zadanie budować wokół postaci aurę dostojności (nazywani tak zostali tylko Rycerze Akademii), ale trudno to osiągnąć, kiedy potrzeba trzech prób, by poprawnie wymówić dane imię.

Co do "wczytywania", wypadałoby poruszyć kwestię języka. Zarówno Za Kresoborem, jak i Łowca burz napisane są "lekkim" piórem, a w przypadku literatury dziecięcej prostota jest zaletą. Stewart, o czym już wspominałem, sporo pozostawia Riddellowi, tylko z rzadka decydując się na zamieszczenie bogatego opisu (chociażby w przypadku Banderzwierza), ale, poza marginalnymi przypadkami, takie rozwiązanie się sprawdza. Kolejne strony czyta się tak szybko, że zdają się być nie tyle przewracane ludzką ręką, co targane podmuchami wiatru. Powieści zyskują dzięki temu na dynamice, a niecierpliwi czytelnicy nie muszą zbyt długo czekać na rozstrzygnięcia wątków. Dialogi, choć poprawne, mogłyby być jednak nieco bardziej dopracowane (w niektórych przypadkach są aż nazbyt pompatyczne). Niekiedy także monologi, bądź wewnętrzne przemyślenia Strużka stawały się denerwujące, chociaż akurat w tym wypadku chodzi nie tyle o formę, co o treść (za dużo użalania się nad sobą).

Wszystkie te, opisane powyżej, cechy są wspólne dla obu tomów. Między Za Kresoborem a Łowcą burz istnieje jednak ogromna różnica, dotycząca treści, a dokładnie konstrukcji wątków. Bo chociaż obie powieści opisują losy młodego chłopca, Strużka, część pierwsza zdecydowanie ustępuje kontynuacji.

Słowem, które najlepiej oddaje fabułę rozpoczynającej Kroniki Kresu powieści jest "chaos". Oczywiście nie aż taki, żeby nie wiadomo było kto, z kim, po co, dlaczego i dokąd, ale mimo wszystko na kartach książki mamy do czynienia z niemałym zamieszaniem. Paul Stewart zrobił coś dziwnego, a mianowicie w pierwszym rozdziale wspomniał o wielu niebezpieczeństwach, jakie czyhają na podróżnych w Kresoborze, a następnie kierował krokami Strużka tak, by ten nie ominął żadnego z nich. Może i nie byłoby tak źle, gdyby nie dwa fakty. Po pierwsze, mimo iż na początku głównemu bohaterowi przyświeca jakiś cel (miał dojść do chaty wujka), to już po krótkim czasie gubi się i przez resztę książki błądzi bez celu, co chwila ładując się w coraz to nowe tarapaty. Po drugie, autor nie pokusił się o żadne przerwy między kolejnymi przygodami, co sprawia wrażenie, że Strużek wpada z deszczu pod rynnę, potem włazi w kałużę, potyka się, wpadając do dołu z błotem, by następnie wylądować w jeziorze. Niby zapewnia to czytelnikowi moc wrażeń, ale mimo wszystko sposób, w jaki zostały nam one przedstawione zasługuje na surową naganę. Nie tylko wprowadza to zamieszanie, ale przede wszystkim nie daje ani chwili wytchnienia między kolejnymi zwrotami akcji, co na dłuższą metę może nużyć. Dobrze, że chociaż rozdziały są krótkie, co pozwala nam co jakiś czas "zaczerpnąć tchu" przed skokiem w kolejną przygodę.

Na szczęście zdecydowanie lepiej pod tym względem prezentuje się Łowca…, któremu nie można postawić żadnego z powyższych zarzutów. Tutaj mamy do czynienia z jednym głównym wątkiem i kilkoma pobocznymi (jak na przykład w Hobbicie), a przejścia od jednej do drugiej sceny są płynne i nie przypominają już pląsów szalonego króliczka. Fabuła jest klarowna, znalazło się nawet miejsce dla kilku tajemnic i spisków, które nadają powieści dodatkowy smaczek. Strużek nareszcie ma jakiś konkretny cel (uratowanie Sanctaphraxu przed zagładą) i konsekwentnie do niego dąży. Ogólnie druga cześć tego cyklu sprawia wrażenie dużo bardziej przemyślanej i dojrzalszej (co daje dobre rokowania na tom trzeci). Nareszcie magiczny świat Kresu i ciekawi bohaterowie zyskali solidną treść, bez chaotycznych przeskoków od jednego wydarzenia do drugiego (co wcale nie oznacza, że traci na tym dynamizm akcji).

Podsumowując, pierwsze dwa tomy Kronik Kresu pozwalają sądzić, że możemy mieć do czynienia z nowym hitem na rynku literatury dziecięcej. Bo chociaż Za Kresoborem posiada pewne wady, nie można tym książkom odmówić również wielu zalet (piękne wydanie, bogaty świat, prosty język), które z nawiązką rekompensują ewentualne niedostatki. I chociaż każda powieść stanowi samodzielną całość, którą można czytać w oderwaniu od reszty, osobiście nie polecałbym rozpoczynania przygody z tym cyklem od tomu drugiego, gdyż wydarzenia opisane w otwierającym serię dziele stanowią solidną podstawę do lektury dalszych części. Warto także wspomnieć, że tak jak pierwszy tom zapewne przypadnie do gustu czytelnikom obu płci, tak Łowca burz kierowany jest raczej do chłopców (głównie za sprawą wątku piratów). Również sam charakter opowieści, będącej de facto nieco zwariowaną, sprawia, że odbiorców szukać należy w nieco niższych przedziałach wiekowych.

Ocena (Za Kresoborem): 3,5/6
Ocena (Łowca burz): 5/6

Tytuł: Za Kresoborem
Tytuł oryginalny: Beyond the Deepwoods
Cykl: Kroniki Kresu (Edge Chronicles)
Tom: 1
Autor: Paul Stewart
Autor okładki: Chris Riddell
Autor ilustracji: Chris Riddell
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawca: Egmont Polska
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 14 kwietnia 2008
Liczba stron: 271
ISBN: 978-83-237-7834-9
Oprawa: twarda
Cena: 29,90 zł

Tytuł: Łowca burz
Tytuł oryginalny: Stromchaser
Cykl: Kroniki Kresu (Edge Chronicles)
Tom: 2
Autor: Paul Stewart
Autor okładki: Chris Riddell
Autor ilustracji: Chris Riddell
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawca: Egmont Polska
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 14 kwietnia 2008
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-237-7842-4
Oprawa: twarda
Cena: 29,90 zł
Tagi: Za Kresoborem | Paul Stewart | Łowca burz | Kroniki Kresu | Chriss Riddell

0
Nikt jeszcze nie poleca tego artykułu.
Poleć innym ten artykuł

Komentarze

Obserwuj komentarze

~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
super
13-03-2009 17:38
~stużek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bardzo polecam te książki.Bogate wydanie,Fajna fabuła.Nic tylko czytać!
06-06-2010 17:04
~Wichurek

Użytkownik niezarejestrowany
    części
Ocena:
0
ja mam 4 i bardzo polecam
26-12-2010 18:40
~Strużek ;-)

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bardzo polecam!;-) Czytałam wszystkie tomy i jeszcze raz chcę je przeczytać.
Naprawdę bardzo wciągająca książka! :)
26-03-2011 19:19
~strużek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
bardzo fajne szczególnie 3 pierwsze tomy
06-07-2011 10:28
Gacjan
   
Ocena:
0
Ja czytam 2 raz wszystkie części, ale najbardziej wole przygody Strużka niż Quinta powinni napisać więcej o przygodach Strużka!!!;p
25-09-2011 02:39
~mw

Użytkownik niezarejestrowany
    1
Ocena:
0
tomy 1-3 są świetne w szczególności tom 3 a w tomie 4 i 5, przeżyłem szok, główny bohater Strórzek znika . nie ma o nim ani słowa . lekkie rozczarowanie . w 3 tomie Wichurek postać dosyć ważna zostaje głównym akademikiem podniebnego miasta ,a w 4 tomie znika , nie ma o nim ani słowa. wcześniej zmarli główni profesorowie , których zastąpił Wichurek znów się pojawiają a podniebne miasto ,które odleciało i założono nowe nagle wróciło . tomy 1-3 nie mają związku z tomami 4 - 5 .jestem wnerwiony tym że nagle zmienili głównych bochaterów
20-10-2011 17:35
~Maris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wie ktoś może kiedy wychodzi 6 część ??
01-11-2011 16:39
~Ktoś

Użytkownik niezarejestrowany
    Quint
Ocena:
0
Quint to ojciec Stróżka Maris to matka. 1-3 to trylogia Stróżka a 4-5(i może dalej) to są zdarzenia z przeszłości.
07-12-2011 20:42
~

Użytkownik niezarejestrowany
    Kontynuacja
Ocena:
0
Czytałem że jest napisanych 10 tomów. teraz tłumaczą. Ma być także ekranizacja.
07-12-2011 21:34
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Trylogia o Quincie jego synu Strużku i o wnuczku Strużka (w jęz. ang. Rook) i dwie inne.

PS. Strużek się pisze S-R-U-Ż-E-K A NIE S-T-R-Ó-RZ-E-K
07-12-2011 22:20

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.