Bolesny upadek z niewysokiego konia
Autor:
Bartosz 'Zicocu' SzczyżańskiRedakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

Jaki jest Philip K. Dick, każdy wie. Jestem pewien, że bez mała wszyscy zapytani o jego twórczość od razu odpowiedzieliby: wizjonerskie
science-fiction. Może ktoś wspomniałby o surrealizmie lub o daleko posuniętych rozważaniach amerykańskiego pisarza. Czy jednak ktokolwiek przypomniałby sobie, iż Dick tworzył nie tylko fantastykę?
Stuart Hadley jest młodym, wykształconym człowiekiem, któremu niczego nie brakuje. Ma piękną żonę (która spodziewa się dziecka), ładne mieszkanie, pracę, o jakiej wielu Amerykanów w 1950 roku mogło tylko pomarzyć. Nasz bohater nie jest jednak zadowolony nawet w najmniejszym stopniu – od zawsze czuł, iż jest stworzony do jakiegoś większego dzieła. Kilka nieświadomie rozpoczętych procesów w końcu doprowadza do tego, że w życiu Stuarta może dojść do upragnionej zmiany. Ale jak zwykle pojawia się problem: czy to właśnie takiej odmiany pragnął Hadley?
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Ze wstępu łatwo można wywnioskować, iż tym razem Dick nie umieścił w swej powieści ani grama fantastyki. Mimo to, jak najbardziej warto wspomnieć o realiach powieści. Wszystko toczy się w słonecznej Kalifornii, zaledwie kilka lat po II wojnie światowej i w czasie trwania wojny koreańskiej. Autor skupia się przede wszystkim na ukazaniu życia szeroko pojętego proletariatu z zachodniego wybrzeża. Niesamowity melanż dekadenckich nastrojów społecznych, pesymizmu naszego bohatera i swoistego dla Dicka surrealizmu robi niezwykłe wrażenie. Wydaje mi się, iż pisarz idealnie
"wstrzelił" się z akcją powieści w realia czasowe, stwarzając jedyny w swoim rodzaju klimat.
Wspomnieć trzeba o dwóch fundamentach tej powieści – są to estetyka tekstów opowiadających o życiu powojennym i wyraźne zafascynowanie pisarza egzystencjalizmem. Sprawia to, iż do czynienia mamy z opisem tradycyjnej degrengolady (połączenie ówczesnych realiów z szeroko rozumianym pesymizmem nie mogło dać innego wyniku). Z jednej strony wydaje się ona być w pewnym sensie
"arystokratyczna" (przez wielkie plany i dumę głównego bohatera), z drugiej zaś – wszystko odbywa się na tle zwyczajnych problemów, w życiu zwykłego człowieka. Hasłem do interpretacji powieści jest więc uniwersalizm – i to najbardziej w całej historii przeraża.
Jak to najczęściej bywa w powieściach Dicka, cała kompozycja jest zdecydowanie antropocentryczna. Nie miałem żadnych złudzeń co do tego, który element opowieści jest najważniejszy – chodzi naturalnie o naszego bohatera. Autor niejednokrotnie udowodnił, że ma prawdziwy talent do tworzenia najrealniejszych wykolejeńców w historii fantastyki – w
Głosach z ulicy pokazał, że równie dobrze radzi sobie w nurcie realistycznym. Hadley jest postacią zarazem na tyle zindywidualizowaną, aby dobrze zapadał w pamięć, jak i na tyle uniwersalną, że bez problemu można interpretować jego historię. Reszta postaci jest zepchnięta na boczny tor – czytelnik mocno zżywa się z bohaterem, z dozą przerażenia przyglądając się jego upadkowi.
Głosy z ulicy dowodzą, że styl Dicka nie jest wcale stworzony tylko do fantastyki. Tak barwnych określeń, realistycznych dialogów i plastycznych opisów dawno nie widziałem. Wszystko to okraszone jest jeszcze szczyptą wielokrotnie wspominanego surrealizmu – ten jednak jest świetnie dozowany, dzięki czemu nie wprowadza zbędnego chaosu do toku narracji. Warto wspomnieć też o perfekcyjnie oddanej powojennej Ameryce – bądź co bądź, realiów dobrze znanych pisarzowi. Niektóre opisy są tak sugestywne, że każdy zobaczy oczyma wyobraźni prażące słońce Kalifornii.
Co może przeszkadzać? Przede wszystkim, aby przeczytać powieść, trzeba mieć ogromne zapasy cierpliwości. Nie duże, a właśnie ogromne – pisarz buduje klimat z niespieszną pieczołowitością, pozwalając sobie na rozbudowywanie pojedynczych scen na dziesiątki stron. Przygotujcie się na to, że tekst będziecie zmuszeni sobie dozować – nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek czytelnik miał tyle samozaparcia, by przeczytać książkę
"na raz".
Żeby dopełnić formalności, trzeba wspomnieć o wydaniu – a to jest całkiem przyzwoite. Czytelna czcionka, świetny papier i twarda oprawa przemawiają na rzecz wydawnictwa Rebis. Szkoda jednak, że redakcja przepuściła dużo literówek i kilka nieścisłości w tłumaczeniu.
Głosy z ulicy mogą być dla każdego fana Philipa K. Dicka pewnym zaskoczeniem. Z jednej strony autor podchodzi do znanych nam z reszty jego twórczości tematów (losów pojedynczej jednostki ludzkiej, jej upadku), z drugiej zaś – robi to w nowy,
"niefantastyczny" sposób. Jeśli macie ochotę na chwilę oderwać się od fantastyki i dysponujecie sporym zapasem wolnego czasu – polecam tę powieść. Nie powinniście się zawieść.
Tytuł: Głosy z ulicy (Voices from the Street)
Autor: Philip K. DickTłumaczenie: Jarosław Rybski
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 19 sierpnia 2008
Liczba stron: 424
ISBN-13: 978-83-7510-070-9
Oprawa: miękka
Wymiary: 128 x 197 mm
Cena: 37,90 zł

Waszym zdaniem...