Od Brzezińskiej do Bacigalupiego
Autor:
Staszek 'Scobin' KrawczykRedakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Ostatnie wydanie specjalne
Fantastyki w tym roku składa się z pięciu tekstów literackich, które zabiorą nas do kontrfaktycznego Krakowa w XIX wieku, mitycznej Rosji przed rewolucją, pozornie uładzonego Londynu, Stanów Zjednoczonych w nieodległej przyszłości oraz orientalnego świata
fantasy. Wewnątrz pisma odnajdziemy zarówno nazwiska głośne w kraju (Paolo Bacigalupi, Anna Brzezińska, Wit Szostak), jak i mniej znane rodzimemu czytelnikowi (Adam-Troy Castro i Jerry Olton, a także A.H. Skagestad).
Numer otwiera niecała czterdziestka urywków powieści Wita Szostaka
Dumanowski, opatrzona podtytułem:
Wybrane fragmenty o polskich wieszczach. Jak stwierdza w końcowym komentarzu sam pisarz, przedstawienie czytelnikowi alternatywnych losów Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza
"pozwoliło […] określić zasadniczą tonację powieści".
Chochoły Szostak pisał na serio, tutaj opowieść o Krakowie podszywa ciepłą ironią. Niekiedy uwidacznia się ona w wypowiedziach narratora (
"[…] opór księcia […] topniał, topniał, aż stopniał") i bohaterów (cenną wiktorię Słowackiego nad Mickiewiczem pięknie wieńczy zawołanie tego pierwszego:
"Litwin skona"), ale jej podstawowym nośnikiem jest gra ze skojarzeniami i wiedzą odbiorcy. Myślę tutaj o nieustannym przetwarzaniu biografii wieszczów, ze szczególnym uwzględnieniem genezy paru ich utworów:
Króla-Ducha,
Pana Tadeusza oraz
Dziadów. Warto zatem zacząć czytanie z określonym zasobem wiadomości na temat wielkich poetów naszych, lecz nawet bez tego lektura będzie lekka i przyjemna, bowiem krakowski autor – to zresztą przecież żadne odkrycie – bardzo, ale to bardzo sprawnie pisze.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Zupełnie inny charakter ma opowiadanie Anny Brzezińskiej
Żar, także będące częścią większej całości (w tym wypadku książki
Za rzeką, w głębi lasu). Uderzająco różnie pisarze traktują ciało: u Szostaka emblematyczny jest bohater, który ochoczo obnosi się po salonach z maleńką dziurką po postrzale w środku dłoni, u Brzezińskiej zaś nie brakuje dojmująco przyziemnego bólu, brudu i smrodu, a jednej z postaci w sposób zgoła nieheroiczny wydziobane zostaje oko. Ważniejsze wszelako zdaje się to, że autor
Wichrów Smoczogór stosuje zdystansowaną narrację auktorialną, natomiast twórczyni postaci Twardokęska konsekwentnie prezentuje historię o poszukiwaniach legendarnego żar-ptaka z perspektywy młodego rosyjskiego chłopa. Czytając opowiadanie, dzielimy z Jegorem jego przekonania i antypatie, uczestniczymy w uniesieniach oraz chwilach kompletnej dezorientacji. Ten spersonalizowany punkt widzenia może utrudniać lekturę, jednak oceniam go wysoko: to wartościowa próba przedstawienia prawdziwie innego, ale nie mniej realnego niż nasz sposobu doświadczania świata.
Po znakomitym, lecz ciężkim tekście przychodzi wytchnienie: najkrótszy utwór w numerze,
Pozdrowienia zza muru, autorstwa dwojga pisarzy używających pseudonimu A.H. Skagestad. Ułożona rzeczywistość londyńskiej socjety, w której przestępstwem gorszym od przesadnego dekoltu będzie tylko brzydki żart na jego temat, stanowi jedynie przykrywkę; o wiele ważniejsza jest podskórna seksualność, znajdująca sekretne ujście dzięki niespodziewanemu wynalazkowi. Ten tekst zapamiętałem najgorzej – żadna osobowość i żaden konflikt nie doczekały się w nim pogłębienia, wolę też subtelniejszą erotykę. Doceniam jednak warsztat stylistyczny autorów, a także nietypowy pomysł na przebieg kontaktu świata ziemskiego z inną, obcą rzeczywistością. W ostatecznym rachunku
Pozdrowienia… uznaję za dosyć przyzwoity (o ile to w tych okolicznościach dobre słowo) przerywnik pomiędzy ciekawszymi tekstami.
Ciekawszymi, ponieważ nie będę ukrywał, iż
Kosmonauta z Wyoming Jerry’ego Oltiona i Adama-Troya Castra wywarł na mnie niemałe wrażenie.
"Żeby zrozumieć Alexandra, najpierw trzeba zrozumieć jego czasy": tak zaczyna się historia, która rzeczywiście traktuje tyleż o głównym bohaterze, ile o świecie, w którym przyszło mu żyć – Ameryce bliskiej przyszłości. Satyrze na podupadłych dziennikarzy (oto jeden ze śródtytułów, które autorzy zaczerpnęli z wymyślonych tabloidów:
"KOSMICZNY CHŁOPIEC CHCE ZAHIPNOTYZOWAĆ ŚWIAT W TELEWIZJI! Eksperci ostrzegają, żeby nie patrzeć mu w oczy") towarzyszy otwarta krytyka postępów antyracjonalizmu (
"W szczególnie przerażającym, ogólnokrajowym badaniu opinii publicznej astrologia została jedyną «nauką», którą siedemdziesiąt procent Amerykanów potrafiło wymienić z nazwy"). Opisy tych problemów, obecnych przecież i w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych, splatają się z życiorysem protagonisty, będącego jedną z ulubionych postaci mediów – chłopak od urodzenia wygląda jak Obcy z Roswell. Utwór przedstawia szereg epizodów z jego życia, kładąc przy tym nacisk na ukazanie sposobów postrzegania głównego bohatera przez bliższe i dalsze otoczenie.
Dlaczego opowiadanie tak mocno do mnie przemówiło? Owszem, napisano je sprawnie, z dystansem i odpowiednią dawką humoru (szczególnie wyważonego wtedy, kiedy dzieją się rzeczy smutne), ale wydaje mi się, że dla miłośnika fantastyki jest ono również atrakcyjne na poziomie emocjonalnym: przedstawia losy młodego mężczyzny, który to chce się różnić od innych ludzi, to pragnie być jak oni, dwoistość ta zaś znacząco wpływa na jego życiowe decyzje. Z kimś takim, jak mniemam, łatwo nam się utożsamić, a że autorzy uniknęli niepotrzebnych fajerwerków, całą historię czyta się tak, jakby naprawdę mogła się zdarzyć.
Najsłynniejszym z pisarzy drukowanych w tym wydaniu jest niewątpliwie Paolo Bacigalupi, twórca opowiadania
Alchemik (znany polskim czytelnikom dzięki wyróżnionej licznymi nagrodami
Nakręcanej dziewczynie). Pierwszy i jak dotychczas ostatni tekst
fantasy tego autora osadzony został w orientalnym świecie, pełnym nazw takich jak Dżamala, Chajm, Dżandahara; wiele jednak łączy ten utwór z ekologiczną fantastyką naukową, konikiem Bacigalupiego. Bohater tytułowy jest badaczem jak się patrzy, od kilkunastu lat poświęcającym wszelkie wysiłki próbie skonstruowania cudownego wynalazku, który położy kres szkodom wynikłym z ludzkiej niedbałości i bezmyślności. Szkoda, że pisarz nie ustrzegł się pewnych niekonsekwencji fabularnych i psychologicznych, ale cieszy ewolucja protagonisty, który potrafi się uczyć. Co więcej, sposób powiązania w
Alchemiku konwencji
fantasy i
science fiction jest na tyle intrygujący, iż wynagradza wspomnianą wadę z nawiązką.
Opowiadania zawarte w tym numerze pisma różnią się między sobą nie tylko miejscem akcji, ale też cechami znacznie istotniejszymi: nastrojem, tematyką, typem narracji. Najbardziej cenię sobie
Żar Anny Brzezińskiej ze względu na przekonującą, umiejętnie spersonalizowaną narrację – jeżeli literatura może nam pomóc rozumieć
"innych ludzi / inne języki / inne cierpienia", to właśnie ten utwór jest tego najbliższy. Każdy z tekstów (może poza
Pozdrowieniami zza muru) utrzymuje jednak wysoki poziom, dlatego stanowczo warto sięgnąć po to wydanie
Fantastyki.
Waszym zdaniem...