Autor:
Tomasz 'arakin' CzajkaRedakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

We wstępie do antologii polskiej fantasy
Hura! Niech żyje Polska Jarosław Grzędowicz napisał, że takie zbiory są jak bombonierka. Każdy z czytelników ma nieco inny gust, więc na pewno znajdzie coś dla siebie. Niestety stwierdzam, że o wiele trudniej jest, gdy okazuje się, że pudełko czekoladek zawiera w większości niesmaczne wyroby czekoladopodobne.
Właśnie tak sprawa wygląda z
Antologią fantasy pod redakcją George'a Manna, która ukazała się nakładem wydawnictwa Copernicus. Niestety nie miałem okazji zapoznać się z poprzednią pozycją z tej serii,
Antologią Nowej Science Fiction, lecz opowiadania jako formę literacką bardzo lubię, toteż do lektury podchodziłem nastawiony pozytywnie.
Pierwsze obawy odczułem jednak już po lekturze wstępu. George Mann bez ogródek oświadcza nam, że głównym zadaniem fantasy jest dostarczanie rozrywki. Według niego poważny przekaz i skłanianie do refleksji to role poboczne, wręcz opcjonalne. Osobiście od jakiegoś czasu preferuję literaturę nieco poważniejszą, która wywołuje potrzebę zastanowienia się nad różnymi problemami. Dlatego każde kolejne opowiadanie pogłębiało moje uczucie zawodu, choć oczywiście znalazło się kilka perełek.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Do moich faworytów należą bezapelacyjnie bajki VanderMeera. Przede wszystkim poważnie mnie on zaskoczył, gdyż nie tego rodzaju twórczości spodziewałem się po autorze brutalnych
Podziemi Veniss. Jeff VanderMeer stworzył niesamowite baśnie, przywodzące na myśl bajki Ezopa. Na
Opowieści królewskie składają się trzy krótkie teksty, których bohaterami są zarówno ludzie, jak i zwierzęta przejawiające ludzkie cechy. Autor zestawił niemalże klasyczną formę z zaskakującymi, nieco przewrotnymi zakończeniami, co dało wyśmienity efekt. Gorąco polecam!
Innym opowiadaniem godnym uwagi jest
Chinandega Luciusa Sheparda, która podważa założenie postawione we wstępie. Jest to wstrząsająca opowieść o chłopcu poszukującym swojej siostry, która prawdopodobnie uciekła z domu, by zostać prostytutką. Autor pokazał, że fantasy może dotyczyć również poważniejszych kwestii rzeczywistego świata i opowiadać o nich w interesujący sposób.
Na szczęście z pozycji czysto rozrywkowych również można wybrać coś ciekawego. Za najzabawniejszą, ale również najbardziej pokręconą uważam
Błotnistą pułapkę nadfioletu Stevena Eriksona, dowcipną opowiastkę o losach pewnego Irlandczyka, kota i tarantuli, a także słonia i polującego na niego buszmena z kotliny Kalahari. Humorystyczna narracja, prowadzona z wielu perspektyw, opowiadająca absurdalne wydarzenia zapewniła mi na zakończenie książki porządną dawkę śmiechu. Za równie interesujące uznałbym
Hokus-pokus Mike'a Resnicka – historię detektywa Johna Justina Mallory'ego utrzymaną w klimacie noir, wzbogaconym o dowcipne elementy fantasy.
W zbiorze znalazły się też teksty nieco trudniejsze w odbiorze. Na pewno zaliczyłbym do nich
Księcia końca czasów Hala Duncana, czyli opowiadanie umiejscowione w uniwersum
Welinu, a także
Och Caritas Conrada Williamsa. Oba, choć dobre, to sprawiają wrażenie napisanych po ogromnej próbie sił, tak jakby ich autorzy nie mogli sobie poradzić z zakończeniem wątków w tak niewielkiej objętości. Problem ten dotyczy zresztą zdecydowanej większości pozostałych opowiadań, zwłaszcza świetnie rozpoczynającego się dzieła Jaya Lake'a. Jego
Człowiek ginie momentami porównałbym nawet z
Diuną Franka Herberta; niestety wraz z rozwojem akcji jest coraz gorzej, a końcówka okazała się wręcz, powiedziałbym, nielogiczna. Tak ni z gruszki, ni z pietruszki.
Większość z autorów nie zdecydowała się na porzucenie realiów quasi-średniowiecznych światów, pełnych magii i niezwykłych kreatur. Do takich opowiadań zaliczają się między innymi
Kto zabija olbrzyma, ten rani bestię Marka Chadbourna, historia angielskiego szpiega walczącego z magicznymi istotami,
Wodze przeznaczenia Janny Wurts, opowieść o koniuszym broniącym królestwa, a także
Wir iskier Tima Pratta, którego bohaterami są smoki. Na ich tle jako nieco ciekawszy jawi się tekst Chrisa Robersona,
Taka drobna zwierzyna, który jest swobodną wariacją na temat
Wyspy Dr. Moreau.
Pozostałe opowieści są mniej lub bardziej udaną grą z motywami w fantasy zupełnie klasycznymi. Mamy więc poszukiwanie artefaktu dla wybranki życia (
Pieśń jej serca Stevena Savile'a), eksperymenty z magią miłości i pojedynki (
Piosenka miłosna porucznika Priveta Scotta Thomasa) czy wątek maga-wybawcy (
Czarodziej się zbliża Juliet E. McKenna).
Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, bym czytał jakąkolwiek książkę dłużej, niż
Antologię fantasy. Do jej lektury zniechęcał mnie bardzo nierówny poziom opowiadań oraz niski odsetek tych naprawdę dobrych. Zbiór z pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubią klasyczne fantasy w czysto rozrywkowej formie, jednak czytelnicy szukający bodźców do głębszej refleksji mogą poczuć się zawiedzeni – tylko w niektórych tekstach znajdą coś dla siebie.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...